66-letni Gajda został wójtem w pierwszych wyborach samorządowych w 1990 roku. Od tamtej pory nieprzerwanie rządzi gminą wiejską Pabianice. Wygrywa kolejne wybory w cuglach, a jego oponenci i podwładni mówią o nim „Henryk VIII” lub „Niezniszczalny”.

Gajda dał jednak nadzieję swoim oponentom. Na początku obecnej kadencji obiecał, że będą to jego ostatnie cztery lata i nie wystartuje w wyścigu o fotel wójta w 2018. Czy od tamtego czasu jego postanowienie osłabło? W urzędzie gminy nieoficjalnie można usłyszeć, że Henryk Gajda raz jeszcze stanie w wyborcze szranki.

- Decyzji jeszcze nie podjąłem. Daję sobie czas do sierpnia – mówi w rozmowie z naszą gazetą.

- Ale przecież obiecywał pan, że to ostatnia kadencja – dopytujemy.

- Mogłem coś takiego powiedzieć, ale do wyborów jeszcze dużo czasu – dodaje.

 

Popłoch u konkurentów

Jeżeli Gajda faktycznie wystartuje, będzie to zła wiadomość dla jego konkurentów. Do największych z nich należy niezależny radny Adam Skawiński. Skawiński rzucił już rękawicę wójtowi w 2014 roku. Przegrał, ale uzyskał 43 procent głosów. Był pierwszym, który realnie zagroził hegemonii Henryka Gajdy.

- Pamiętam dobrze obietnice wójta, że nie będzie już walczył o reelekcję. Według mnie danego słowa należy dotrzymywać – mówi Skawiński.

Dodaje, że sam nie podjął jeszcze decyzji o kandydowaniu.

Wśród innych chętnych na wójtowski fotel wymienia się Waldemara Flajszera, radnego powiatowego PiS i dyrektora Szkoły Podstawowej nr 3 w Pabianicach. Na razie jednak kluby milczą na temat oficjalnych kandydatów.

- Wiele robię dla gminy, ale jakiekolwiek decyzje nie zostały podjęte. Za wcześnie na przedstawienie, kogo PiS wystawi w wyborach na wójta – mówi Flajszer.

 

Co zrobi PSL?

Sytuację dodatkowo komplikuje zmiana ordynacji wyborczej wprowadzona przez rząd PiS. Zabrania ona kandydatom ubiegać się jednocześnie o fotel wójta i mandat radnego powiatowego. Gdyby Flajszer chciał rzucić rękawicę Gajdzie, musiałby zrezygnować z wieloletniej kariery w fotelu radnego. Raczej nie zdecyduje się na ten krok.

- Nie wiem, jakie będą ruchy PiS-u, jeśli obecny wójt Gajda zdecyduje się znów kandydować - przyznaje Waldemar Flajszer

Gajda wybory wygrywa z poparciem PSL. To od lokalnych struktur tej partii zależy, czy kolejny raz poprą go w wyborach.

- Jeżeli wójt zdecyduje, będziemy rozmawiać o jego kandydaturze. Trzeba zważyć wyborcze szanse. W poprzednich wyborach przewaga Henryka Gajdy nie była jednoznaczna. Poza tym czasami mieszkańcy potrzebują zmiany. Z drugiej strony od wielu lat współpracujemy z Henrykiem Gajdą i chwalimy sobie tę współpracę. Na razie jeszcze nie rozmawialiśmy o kandydatach. Pierwsze takie rozmowy zaczniemy w marcu – mówi Zbigniew Stasiak, członek struktur partii z gminy Pabianice.

 

Skąd ta popularność?

Główny zarzut do obecnego wójta jest taki, że gmina Pabianice zatrzymała się w miejscu, a włodarzowi brakuje energii.

- Na tle innych gmin wypadamy bardzo słabo. Nie zostały wykorzystane programy na odnawialne źródła energii, nie został wykorzystywany program budynków pasywnych, ochrony powietrza, nie doprowadzono do termomodernizacji żadnej ze szkół. W ogóle nie sięgamy po pieniądze unijne. Nic się nie robi w celu pozyskania inwestorów. Brak ścieżek rowerowych, chodników, oświetlenia, kanalizacji, gazyfikacji. Obecny wójt się wypalił – krytykuje Skawiński.

Henryk Gajda odpiera te ataki. Tłumaczy, że miasto Pabianice musi pociągnąć rury do swoich granic, żeby gmina wiejska mogła podpiąć swoją instalację i od nich czerpać gaz. Na razie czeka jeszcze na ten ruch. Ale gmina realizuje też inne inwestycje: buduje boiska, robi dokumentację sali gimnastycznej w Pawlikowicach. Poza tym, jak dowodzi wójt, gdyby tak źle rządził, ludzie nie wybieraliby go przez tyle lat.

Skawiński gdzie indziej widzi korzenie popularności wójta.

- Gdy rozmawiam z mieszkańcami, słyszę: wie pan, wole się nie wypowiadać, bo potem będę mieć problemy, żeby coś załatwić w gminie. Często ktoś z rodziny i znajomych pracuje w urzędzie gminy. Ludzie boją się rozmawiać. Boją się też zmian, są przyzwyczajeni do jednej osoby na stanowisku – mówi radny.

 

Zmiany w ordynacji

Rząd PiS chce walczyć z takimi sytuacjami, jak w gminie Pabianice. Rządzący twierdzą, że wielokadencyjność jest źródłem patologii, a wokół wieloletnich wójtów, burmistrzów i prezydentów tworzą się lokalne kliki, których nie sposób usunąć. Między innymi po to posłowie zmienili kodeks wyborczy. Teraz żaden z wójtów, burmistrzów i prezydentów nie będzie mógł rządzić dłużej niż dwie kadencje. Prawo nie będzie jednak działać wstecz. Liczba kadencji będzie się liczyć od najbliższych wyborów, które czekają nas na jesieni tego roku. Jednocześnie kadencje potrwają dłużej. Jeśli Henryk Gajda stanie do wyborów i wygra, porządzi gminą Pabianice przez kolejnych pięć lat, a więc do 2023 roku.