Miejscem o intrygującej nazwie, do którego zmierzają młodzi, jest publiczny park.
Zwierzyniec był pierwszym ogrodem spacerowym, jaki powstał w naszym mieście. Urządzono go około 1838 roku między dzisiejszymi ulicami Piłsudskiego i św. Rocha. W pobliżu, przy ul. Ogrodowej, (dziś Leopolda Okulickiego) założono mały zwierzyniec. Trzymano w nim kilka kóz, kucyki, owce. Menażeria ta była tak dużą atrakcją dla spacerowiczów, że wkrótce cały otaczający ją park nazywano Zwierzyńcem.
Tymczasem obok Zamku był ogród zamknięty dla zwykłych zjadaczy chleba. Rządził nim, a ściślej mówiąc – użytkował – burmistrz Pabianic. To on decydował, kto będzie korzystał z uroków ogrodu. W 1864 r. któryś z wpływowych mieszczan odważnie zaproponował, by przyzamkowy park oddać do użytku publicznego. Ale projekt nie znalazł posłuchu – zwyciężyły prywatne względy burmistrza. Nad spragnionymi spacerów pabianiczaninami ulitował się dopiero pastor parafii ewangelickiej, Wilhelm Reinhold Zimmer. To on założył i udostępnił mieszkańcom półhektarowy ogród spacerowy przy ul. Zamkowej, w sąsiedztwie kościoła ewangelickiego.
W 1890 r. magistrat zamienił się placami z gminą ewangelicką. Dom pastora (pastorem był wówczas Rudolf Schmidt) wraz z otoczeniem i łąką między Dobrzynką i szkołą położnych przejęło miasto – by urządzić tam ogród publiczny. Z kolei miasto przekazało pastorowi swój ogród przy ul. Zamkowej, gdzie parafia chciała budować pastorat.
Jak przed dwoma wiekami wyglądał późniejszy Park Słowackiego? Stały w nim budynki gospodarcze – stajnie i wozownie. Były tam również: remiza ochotniczej straży pożarnej i… areszt miejski. A że od przybytku głowa nie boli, Pabianickie Towarzystwo Cyklistów miało tam boisko do gry w piłkę nożną.
W 1901 r. rozległy plac przy Zamku przekształcono w park. Jak donosiły przedwojenne gazety, byłby on prawdziwą ozdobą miasta, gdyby nie ścieki fabryczne, które zanieczyszczały Dobrzynkę i powodowały ogromny fetor. Dlatego spacerowicze tłumnie gromadzili się w parku tylko w dni świąteczne, gdy fabryki nie pracowały i nie wypuszczały śmierdzących brudów.
W 1918 r. ogród nazwano Parkiem im. Juliusza Słowackiego. Rok później na posadę opiekuna parku zatrudniono Zygmunta Rudnickiego, który przez prawie 50 lat dbał o przyzamkowe ogrody (zajmował się również parkiem Wolności). Rudnicki to postać wyjątkowa. Nie był on zwykłym ogrodnikiem. W swoją pracę wkładał serce i duszę. To on był jednym z inicjatorów powiększenia parku o część prawobrzeżną, co dokonało się w 1931 r. Wtedy to zlikwidowano sad, boisko do gry w piłkę nożną i zburzono remizę.
Rudnicki zaprojektował i zagospodarował park według własnych pomysłów. Stworzył 4 hektary „raju”. Lewobrzeżną (starą część parku) urządził w swobodnym stylu ogrodów angielskich, a część prawobrzeżną - w symetrycznym stylu ogrodów francuskich. Centralnym punktem parku była fontanna. Dom ogrodnika i jego żony stał w parku.
Spokojny żywot Rudnickich został przerwany wybuchem drugiej wojny światowej. Okupanci wtargnęli do parku i zawłaszczali go wyłącznie dla siebie. Miejsce to nazwali „Pastor Zimmer Park”. Ogrodnika wyrzucili z domu. Rudnicki wrócił tam dopiero po wojnie. Mieszkał w parku aż do śmierci w 1968 r. Kilka lat później dom ogrodnika rozebrano.
Jeszcze za życia Rudnickiego, w 1955 r., na Park Słowackiego próbowano dokonać zamachu. Tak przynajmniej donosiła lokalna gazeta. Zamachowcem było kierownictwo pobliskiej Państwowej Szkoły Położnych. Wystąpiło ono do Prezydium Miejskiej Rady Narodowej o przydzielenie części parku położonej pomiędzy budynkiem szkoły i Dobrzynką. Po co? Na szkolne boisko. „Nie negując absolutnie potrzeby boiska dla szkoły, trzeba przyznać, że stanowisko szkoły było poniekąd dziwne. Dla kilkudziesięciu osób chciano uzyskać boisko z krzywdą dla całego miasta. Ta cienista część parku jest szczególnie popularna wśród pabianiczan, gdyż w cieniu starych drzew chronią się przed słońcem” – dziwił się ówczesny dziennikarz. Na szczęście odpowiedź władz miasta była negatywna. Jak ją uzasadnili? Zajęta pod boisko część parku stałaby się siłą rzeczy obiektem zamkniętym, a urządzenie boiska spowodowałoby dalsze straty - wycięcie drzew i krzewów.
W połowie XX wieku w parku stanęła drewniana muszla koncertowa. Urządzano tam koncerty kapel ludowych, ulicznych i młodzieżowych, występy dzieci, imprezy okolicznościowe. Park ożywał podczas świąt państwowych: 1 maja (Święto Pracy) i 22 lipca (najważniejsze święto w okresie Polski Ludowej, data podpisania manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego). Organizowano wtedy festyny. Z bufetów na ciężarówkach sprzedawano ciepłe piwo, słodką oranżadę, porcje serdelków z musztardą i bułką, cukierki, cukrową watę… W latach 80. muszla koncertowa spłonęła.
Wcześniej (w latach 70.) park był modernizowany. Wycięto schorowane drzewa, zburzono nieczynną fontannę, wyasfaltowano alejki. Park opustoszał. Najchętniej przesiadują w nim jedynie kaczki…
Drodzy Internauci! Zapraszam do współredagowania strony historycznej w papierowym wydaniu Życia Pabianic. Jeśli macie archiwalne zdjęcia rodziny czy Pabianic, chcielibyście opowiedzieć swoją historię, proszę o kontakt - m.gurazda@zyciepabianic.pl, Stary Rynek 7, 42 227 04 00.
Komentarze do artykułu: Zamach na Park Słowackiego
Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz się zalogować.
Kliknij tutaj