Od godz. 16.00 w sobotę ciepło przestało płynąć do mieszkań i fabryk. Pracownicy ciepłowni szukali, gdzie doszło do awarii ciepłociągu.
- Straty ciepła były tak duże, że piec automatycznie się wyłączył - tłumaczy dyżurny Zakładu Energetyki Cieplnej. - Koledzy jeździli po zakładach i szukali, gdzie mogło dojść do awarii. To cud, że tak szybko ją znaleźli. Awaria była na przyłączu na terenie Polfy.
Gdy odkryli, gdzie jest awaria, odcięli uszkodzony ciepłociąg. A następnie połączyli go tak, by ciepłownia mogła zacząć grzać.
Około 22.00 piec był ponownie rozpalany.
- Koło północy kaloryfery powinny zrobić się letnie - uważa dyżurny. - Ale ciepło będzie dopiero nad ranem.
Rano grzały już wszystkie kaloryfery zasilane z ciepłowni miejskiej.
Tydzień temu w niedzielę awaria ciepła była na Bugaju. 7 bloków między ulicami Ossowskiego, Dolną i Podleśną miało zimne kaloryfery przez niemal cały dzień. Pisaliśmy o tym: www.zyciepabianic.pl/wydarzenia/miasto/krotko/kaloryfery-juz-grzeja.html
Komentarze do artykułu: Piec w ciepłowni był wygaszony
Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz się zalogować.
Kliknij tutaj