Inwazja ciucholandów

Sklepy z używaną odzieżą (lumpeksy, second-handy, szpermile, ciucholandy) śmiało wkraczają na główne ulice naszego miasta. Sąsiadują z marketami, hotelem i firmowymi salonami. Nie boją się konkur

utworzono: 2006-08-21 00:00:00
ostatnia modyfikacja: 2010-06-15 00:40:55
autor: Tarczyńska Aleksandra
- Od lat walczę z targowiskami w Rzgowie i Tuszynie - skarży się właścicielka sklepiku z damską odzieżą na Bugaju. - Teraz dołożyły mi jeszcze second-handy. Są tańsze, a na dodatek zaczęły dbać o wystrój.

W witrynach lumpeksów stoją manekiny ubrane w żakiet od Chanel albo dżinsy Levis. Zapraszają do przestronnych wnętrz. Ciuszki uprane i uprasowane wiszą na wieszakach. Można przymierzać w przytulnych pokoikach z lustrem. Ale klientów przyciągają głównie ceny.

- Za dwadzieścia złotych mogę się ubrać od stóp do głów, albo "zaszaleć", kupując wełniany płaszcz na zimę - mówi Agata, która przegląda wieszaki w Dukacie, największym ciucholandzie w Pabianicach. - Gdzie indziej za takie pieniądze kupię co najwyżej majtki. Albo podkoszulek na wyprzedaży.

Kto kupuje w lumpeksach? Coraz rzadziej emeryci i renciści, którzy liczą każdy grosz.

- Studenci, nauczycielki, dziennikarze, jest jedna dentystka, lekarz, przychodzi dużo pań z Urzędu Miejskiego - wymienia właścicielka sklepu przy Zamkowej.

Nowych klientów łatwo rozpoznać.

- To ci, co najpierw chodzą nerwowo przed sklepem, rozglądają się na boki zanim wejdą do środka - tłumaczy ekspedientka. - Za pierwszym razem wszyscy się wstydzą.

Czego? Że zobaczą ich znajomi, że rozpozna kolega z pracy. Bo w lumpeksach zwykle ubiera się ten, kto nie ma pieniędzy. A wstyd się przyznać, że ich brakuje.

- Najśmieszniej jest, gdy między wieszakami spotkają się dwie sąsiadki. Rzucą sobie ciche "dzień dobry" i zmykają, każda w inny kąt sklepu - opowiada ekspedientka.

W pabianickich lumpeksach przy odrobinie szczęścia można wyłowić prawdziwe perełki: ubrania znanych zachodnich marek, nienoszone, jeszcze z metkami i ceną w funtach lub euro.

- Z lumpeksu mam spódnicę Atmosphere, kurtkę dżinsową Lee, mnóstwo bluzek Only i Vero Moda, spodnie Esprit. Gdybym chciała to kupić w normalnym sklepie, wydałabym tysiąc złotych. A mnie kosztowało może ze stówę - wylicza Agata.

Takie ciuchy można obnosić wśród znajomych albo sprzedać z zyskiem na Allegro, internetowej aukcji. Coraz częściej w lumpeksach można spotkać łowców okazji.

- Mam parę klientów, którzy szukają wyłącznie ubrań metkowanych - opowiada właścicielka sklepu z Zamkowej. - Wpadają w dzień dostaw, zaraz po otwarciu. Ona biegnie na prawo, on na lewo i łapią wszystko, co wpadnie w ręce. Potem przynoszą do kasy i oglądają uważnie. Jeśli nie znajdą dziurki czy plamki, biorą. Nie patrzą na rozmiar, nie mierzą. Co tydzień zostawiają w kasie kilkaset złotych.

Prowadzenie lumpeksu to dość dochodowy interes. W hurtowniach odzieży używanej 25-kilogramowy worek ubrań kosztuje około 20 zł. Można wybierać w rozmiarach i fasonach - kupić wór bluzek lub dżinsów. Jedna sztuka odzieży kosztuje wtedy około 5 zł. W sklepie wyceniona jest na 10-20 zł.

- Aż tak dużo to na tym się nie zarobi - wzdycha właścicielka sklepu przy Zamkowej. - Gdybym handlowała z chodnika, to może i tak. Ale trzeba doliczyć czynsz, pensję ekspedientki, prąd, wystrój sklepu. Często trzeba robić dostawy, bo inaczej klienci się nudzą. A wszystko nie pójdzie. Mam ciuchy, na które nie ma chętnych nawet wtedy, gdy kosztują dwa złote.


***
Trasa "łowcy"

Zaczynamy na ul. Warszawskiej. Tu, obok sklepu Tatuum, jest mały ciucholand. Rzeczy są nowe lub mało używane, wyprane, czyste. W Dukacie w starej fabryce możemy spędzić kilka godzin, bo powierzchnia sklepu to prawie 1.000 m kw. Warto zajrzeć też do Butiku na rogu ulic Skłodowskiej i Waryńskiego, gdzie oprócz ubrań są dodatki (torebki, paski, bransoletki). Potem idziemy do centrum - do nowej Ciuchaterii przy Zamkowej, w jamniku. Ten sklep przypomina ekskluzywną galerię. Stamtąd już blisko na róg Zamkowej i Zielonej, gdzie jest duży ciucholand. Są w nim dwa pomieszczenia - z ubraniami dla dorosłych i ciuszkami dla dzieci.

Ile trzeba mieć w portfelu: bluzka damska z krótkim rękawem - od 8 do 15 zł; dżinsy - od 15 do 30 zł, spódnica - ok. 15-20 zł, kurtka dżinsowa - ok. 20 zł, płaszcz jesienny - od 15 do 30 zł, torebka - 10-15 zł, pasek - 7 zł, sukienka wieczorowa - ok. 20 zł.



Komentarze do artykułu: Inwazja ciucholandów

Nie ma komentarzy do tego artykułu.

Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz się zalogować.

Kliknij tutaj

ad

reklama



reklama


Nasze najnowsze video

Koncert na Wodnych Bębnach podczas obchodów Dni Wody w Pabianicach




ad



facebook


ad