Posag czy jałmużna
30 lat temu PZU namawiało młodych rodziców do zakładania polis posagowych. Obiecywało, że gdy dziecko dorośnie, dostanie tyle pieniędzy, że wystarczy na nowe mieszkanie. Teraz daje po 300 zł.
utworzono: 2003-12-09 00:00:00
ostatnia modyfikacja: 2010-06-15 22:41:42
autor: Adamczewski Andrzej
- Czuję się oszukany! - denerwował się pan Tomasz z osiedla Piaski. - Matka kupiła mi polisę w PZU pod koniec lat siedemdziesiątych. Piętnaście lat wpłacała pieniądze. "Posag" miał wystarczyć na mieszkanie. A teraz chcą mi dać 400 zł. Co mam robić?
- Trzeba z tym iść do sądu - radzi mecenas Maria Szram. - Prowadziłam dziesiątki spraw przeciwko PZU o rewaloryzację polis posagowych. Nigdy nie przegrałam.
W sądzie wygrał 30-letni Marcin, któremu matka założyła polisę kilka miesięcy po jego narodzinach.
- Mama przez osiemnaście lat co miesiąc zostawiała w kasie PZU jedną czwartą pensji - opowiada Marcin. - Płaciła najwyższą z możliwych składek.
Po ukończeniu 21 lat Marcin miał dostać około 40 tysięcy starych złotych.
- Pod koniec lat 80. tyle kosztował pełny wkład na mieszkanie i miało wystarczyć jeszcze na meble - mówi Marcin.
Ale gdy nadszedł czas wypłaty, Marcin szeroko otworzył oczy ze zdumienia. Okazało się, że PZU proponuje mu... 300 zł.
- Osłupiałem! - wspomina. - Matka od ust sobie odejmowała, by zapewnić mi przyszłość, a oni chcieli mi dać na dwie pary butów!
Odwołał się od krzywdzącej decyzji. Wtedy ubezpieczyciel zaproponował mu więcej - 700 zł. Ale Marcin wyliczył, że należy mu się około 40.000 nowych złotych.
- Wziąłem pod uwagę odsetki i aktualne ceny mieszkań - mówi.
Za namową adwokata złożył pozew w sądzie. Sprawa toczyła się kilka miesięcy. Sąd przyznał mu prawie 9.000 zł. Kosztami postępowania i wynagrodzenia adwokata obciążył PZU.
Polisy posagowe PZU największą popularnością cieszyły się w latach 70. i 80. Kupowali je rodzice, którzy chcieli zapewnić dzieciom dobry start w dorosłe życie. Przez 15-18 lat wpłacali co miesiąc sporą składkę.
- Wtedy wydawało mi się to bardzo atrakcyjną formą oszczędzania - mówi pani Anna, która kupiła polisę synowi na początku lat 80. - Myślałam, że w przyszłości wyprawię za to synowi wesele. Za to, co chcieli nam dać, nie mogłam kupić nawet garnituru.
Kłopoty z "posagami" zaczęły się na początku lat 90., gdy złotówka raptownie straciła na wartości. A krach nastąpił po wymianie polskiego pieniądza.
- Teraz PZU wykorzystuje to, że ich klienci nie znają prawa - uważa mecenas Maria Szram.
Mechanizm jest prosty jak konstrukcja gwoździa. PZU wysyła informację o wypłacie pieniędzy z polisy. Proponuje znikomą część kwoty, która faktycznie należy się klientowi. Jeśli klient się odwoła, PZU proponuje więcej, ale nadal o wiele za mało.
- Nie warto się z nimi spierać - radzi Maria Szram. - Gdy tylko przyślą pierwszą propozycję, od razu trzeba iść do adwokata.
Nie trzeba się też obawiać kosztów rozprawy. Sąd najczęściej obciąża nimi PZU.
W ostatnich latach adwokaci z Pabianic poprowadzili i wygrali ponad 50 spraw przeciwko PZU.
Podobne artykuły
-
PTC walczy w konkursie Nivea 2012-05-24 15:11:14
-
Moc atrakcji 2012-05-24 12:41:23
-
Kolejne dzieło artysty 2012-05-24 11:47:05
-
Narutowicza: 4-latek pod kołami 2012-05-24 11:15:36
-
Stłuczka na Bugaju 2012-05-24 10:37:53
Komentarze do artykułu: Posag czy jałmużna
Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz się zalogować.
Kliknij tutaj