W poniedziałek zaprotestowali pabianiccy strażacy. Przyłączyli się do ogólnopolskiej akcji.

– Nie możemy strajkować, tak jak nasi koledzy w Anglii, którzy nie wyjeżdżają do pożarów – mówi młodszy brygadier Wiesław Sokołowski, dowódca pabianickiej jednostki Państwowej Straży Pożarnej. – My będziemy gasić ogień, ale nie bierzemy udziału w szkoleniach i ćwiczeniach prowadzonych w jednostkach.


Ratują życie za 800 zł

Strażacy chcą zarabiać tyle, co policjanci i żołnierze. Dzisiaj dostają pensje o 200 –250 zł mniejsze od kolegów w zielonych i niebieskich mundurach. Są najgorzej opłacaną służbą mundurową w Polsce.

– Młody strażak dostaje na rękę osiemset złotych, a pracuje dwieście szesnaście godzin w miesiącu. W ciągu roku bierze udział średnio w dziewięciuset akcjach. – wylicza Sokołowski. – Po dziesięciu latach pracy może zarobić raptem tysiąc trzysta złotych.


Rząd jest niesłowny

Podwyżki i zrównanie płac w ciągu 3 lat strażacy mieli zapisane w porozumieniu, jakie zawarły w 1997 r. ich związki zawodowe z komendantem głównym straży pożarnej. Pod porozumieniem podpisał się także przedstawiciel Leszka Millera, ówczesnego wicepremiera.

– Chcemy tylko, by rząd dotrzymał słowa, które nam dał pięć lat temu – wyjaśnia Sokołowski.


Za Tomaszewskiego było lepiej

– Za czasów wicepremiera Janusza Tomaszewskiego były podwyżki – mówi Sokołowski. – Dostaliśmy też nowy sprzęt.

W ubiegłym roku rząd zamroził płace w całej "budżetówce". Podwyżek nie mieli też strażacy.

Rozumieli to i siedzieli cicho. Teraz dowiedzieli się, że w budżecie na nowy rok też nie ma dla nich pieniędzy.


Nie da się dorobić

Strażacy świątek piątek są na służbie. Mają 24 godziny dyżuru i 48 godzin wolnego.

– Nie ma mowy, żeby dorobić, a za te pensje nie da się utrzymać rodziny – mówią. – A do pomocy społecznej wstyd chodzić.

Aspirant sztabowy z 27–letnim stażem pracy w pabianickiej straży zarabia 1.700 zł.

– Żona jest na rencie. Dostaje 370 zł – opowiada strażak. – Mamy dwóch synów, którzy się uczą. Liczymy się z każdym groszem, a i tak na życie nie wystarcza.

Sekcyjny Paweł Myśliwiec pracuje w straży od 4 lat. Ma na utrzymaniu żonę i dwoje małych dzieci. Musi im zapewnić byt za 1.000 zł.

– Nie poradzilibyśmy sobie, gdyby nie pomoc rodziców – mówi.