- Przetrzymałam targowiska w Tuszynie i lumpeksy. Teraz będzie dobrze - ma nadzieję Luiza Nowicka, ostatni pabianicki kuśnierz
Rzemieślnicy jak dinozaury?
W Pabianicach nie ma już rymarzy, zdunów, specjalistów od repasacji pończoch. Rzemiosło ginie - martwi się Paweł Otomański, szef Cechu Rzemiosł Różnych.
utworzono: 2005-11-28 00:00:00
ostatnia modyfikacja: 2010-06-15 00:49:33
autor: Adamczewski Andrzej
W oknie zakładu jednej z ostatnich pabianickich modystek wisi informacja: "Lokal do wynajęcia". Na palcach jednej ręki można policzyć krawców. Słuch zaginął po ostatnim kaletniku. Choć jeszcze kilka lat temu naprawiał torby w zakładzie przy ul. Narutowicza.
- Wyprowadził się do Tomaszowa Mazowieckiego - mówi Alicja Jóźwiak, współwłaścicielka sklepu z galanterią skórzaną Lampart przy ul. Zamkowej. - Przyjeżdża raz na kilka tygodni. Naprawia dla nas torby. Wiem, że współpracuje z kilkunastoma sklepami w województwie. Nie opłacało mu się utrzymywać zakładu.
- Rzemiosło ginie - martwi się Paweł Otomański, szef pabianickiego Cechu Rzemiosł Różnych i właściciel zakładu tapicerskiego. - Młodzi ludzie nie chcą uczyć się fachu krawca, szewca, kaletnika. Wolą studiować.
Wyjątkiem są glazurnicy, mechanicy samochodowi, lakiernicy, blacharze. No i fryzjerzy. Ten zawód nadal przyciąga rzesze młodych pabianiczan. W naszym mieście jest blisko 300 zakładów fryzjerskich i ciągle powstają nowe.
- Ja od lat nie widziałem nastolatka, który chciałby się nauczyć naprawiania butów - mówi Bogdan Becht, jeden z ostatnich pabianickich szewców.
Becht nie narzeka na brak klientów. Mimo że targowiska i sklepy roją się od taniego obuwia z Azji. Ma robotę, choć naprawa butów nierzadko przekracza cenę nowych, kupionych od Wietnamczyków.
- Kokosów nie zarabiam, ale pieniędzy pożyczać nie muszę - mówi. - Średnią krajową da się wyciągnąć. Tylko że z roku na rok ubywa klientów.
Buty naprawia od blisko 20 lat. Zakład przejął po ojcu.
- Tata miał firmę od ulicy. To była prywatna spółdzielnia szewska. Robili buty na zamówienie lub naprawiali - opowiada. - Kiedyś nienawidziłem tej roboty. Uważałem, że jest żmudna i niehigieniczna.
Za dratwę i młotek chwycił po wojsku.
- Mogłem wrócić do przedsiębiorstwa betoniarskiego z Łasku. Ale chcieli płacić mniej niż przed wojskiem. Nie odpowiadało mi to - wspomina.
Becht nie należy do Cechu, dlatego nie może szkolić następców.
- Nie zależy mi. Mój zakład jest mały. Nie ma tu roboty dla dwóch ludzi - mówi.
Luiza Nowicka jest ostatnim w Pabianicach kuśnierzem. Dwa miesiące temu otworzyła zakład w piwnicy bloku przy ul 20 Stycznia 14. Po kilkuletniej przerwie.
- Szyję i naprawiam futra, kożuchy, skórzane kurtki. Ale żeby się utrzymać, rozszerzyłam ofertę. Szyję też odzież z tkanin - mówi.
Jest kuśnierzem z wykształcenia, zawodu i zamiłowania.
- Wybrałam tę profesję, bo dziadek miał fermę norek i lisów - wspomina.
Jej pierwsza firma padła kilka lat temu. Wykończyły ją targowiska w Tuszynie i sklepy z używaną odzieżą.
- Tam mieli tanie kożuchy i futra - tłumaczy. - Ale przetrzymałam ich. Teraz wróciła moda na drogie i niepowtarzalne rzeczy.
Jest dobrej myśli.
- Gdy zaczynałam dwadzieścia lat temu, w Pabianicach było mało futer. Ale to się zmieniło. Pabianiczanki mają sporo drogich futer: z norek, karakułów. Będzie trochę roboty - mówi.
Podobne artykuły
-
PTC walczy w konkursie Nivea 2012-05-24 15:11:14
-
Moc atrakcji 2012-05-24 12:41:23
-
Kolejne dzieło artysty 2012-05-24 11:47:05
-
Narutowicza: 4-latek pod kołami 2012-05-24 11:15:36
-
Stłuczka na Bugaju 2012-05-24 10:37:53
Komentarze do artykułu: Rzemieślnicy jak dinozaury?
Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz się zalogować.
Kliknij tutaj