Ławniczak jak kaskader skacze po rusztowaniach. Bez strachu wspina się na wysokie drabiny, by pod dachem sceny zawiesić reflektory. Jak przystało na strażaka - niczego się nie boi
Świetlik w hybrydzie
Krzysztof Ławniczak potrafi podpalić scenę, narobić sporo dymu i wjechać autem po schodach. Oczywiście, wszystkie swoje wyczyny fachowo oświetli. To wszystko jest bezpieczne, bo jest strażakiem.
utworzono: 2006-01-09 00:00:00
ostatnia modyfikacja: 2010-06-14 22:45:19
autor: Piekarniak Wojtek
Świetlik to taki ktoś, kto zajmuje się oświetleniem na imprezach. Tak w Pabianicach nazywają Krzysztofa Ławniczaka, który na co dzień jest strażakiem i gasi pożary, a w wolne dni zostaje oświetleniowcem koncertów i przedstawień.
Jego fascynacja światłem zaczęła się, gdy chodził do szkoły budowlanej. Wtedy zapisał się do sekcji dyskotekowej i wraz z grupką kilku zapaleńców zaczął budować pierwsze zestawy oświetleniowe.
- To były czasy późnej komuny. Sprzęt, którego właściwie nie można było zdobyć, budowaliśmy sobie sami - wspomina.
Na prawdziwej scenie zadebiutował w 90. latach przy pierwszych koncertach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Pabianicach.
- A potem poszło jak z płatka - dodaje Ławniczak z uśmiechem na twarzy.
Oświetlał występy Krzysztofa Krawczyka, Justyny Steczkowskej, braci Cugowskich i światowej sławy gwiazdę Joe Cockera.
Żeby przez dwie godziny mrugać kolorowymi światełkami na scenie i puszczać dymy, trzeba poświęcić trzy-cztery dni na przygotowania i dzień na demontowanie sprzętu. Do nagłośnienia i oświetlenia sceny o wymiarach 6 metrów na 9 potrzeba dwóch kilometrów kabla. Jedna żarówka do profesjonalnego oświetlenia kosztuje ponad 2.000 zł. Na scenie Ławniczak zapala ich setki.
- Oświetleniowiec i akustyk są osobami, z którymi organizatorzy rozliczają się na samym końcu. Bywa, że brakuje na nas pieniędzy - mówi. - Dlatego traktuję to jako pasję.
Ławniczak jak kaskader skacze po rusztowaniach. Bez strachu wspina się na wysokie drabiny, by pod dachem sceny zawiesić reflektory. Jak przystało na strażaka - niczego się nie boi.
- Plany mam duże, a co z tego wyjdzie, zobaczymy - mówi oświetleniowiec. - Na przykład teren naszego amfiteatru jest wykorzystywany rzadko. A jest bardzo dobrym miejscem do urządzenia kilkudniowego festiwalu.
W oczekiwaniu na zlecenia pan Krzysztof "grzebie" w samochodzie. Na pierwszy rzut oka pojazd sprawia wrażenie brakującego ogniwa motoryzacyjnej ewolucji między terenówką, a czołgiem. Ta hybryda przydaje się Świetlikowi przy montażu sprzętu oświetleniowego. Czasami występuje w scenerii dekoracji przedstawienia lub koncertu.
- Rzeczywiście posiadam hybrydę dopuszczoną do ruchu jako samochód specjalny. Wykorzystuję go w czasie rajdów jako pojazd do wyciągania z sytuacji awaryjnych ścigających się samochodów - opowiada skromnie.
Na testy Ławniczak wybrał się nim na poligon do Biedruska, gdzie jeździł po odcinkach przeznaczonych dla czołgów.
- Podstawą mojego pojazdu był samochód ciężarowy GAZ 66. Nadwozie pochodzi od terenowego modelu Nissana. Obecnie waży trzy tony - wylicza. - Może mam dziwne pasje, ale co myśleć o wędkarzach, którzy siedzą pół dnia nad wodą, a potem wypuszczają ryby do wody. Chyba niewiele się różnimy.
Podobne artykuły
-
PTC walczy w konkursie Nivea 2012-05-24 15:11:14
-
Moc atrakcji 2012-05-24 12:41:23
-
Kolejne dzieło artysty 2012-05-24 11:47:05
-
Narutowicza: 4-latek pod kołami 2012-05-24 11:15:36
-
Stłuczka na Bugaju 2012-05-24 10:37:53
Komentarze do artykułu: Świetlik w hybrydzie
Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz się zalogować.
Kliknij tutaj