- Choćbym miał dwadzieścia lat włóczyć się po sądach, nie odpuszczę. Jestem niewinny - denerwuje się Krzyszof Krawczyk, jeden z oskarżonych o kradzież gazu
Wojna z gazownią
Mazowiecki Zakład Gazowniczy oskarża ich o kradzież gazu i każe płacić po kilka tysięcy zł kary. Oni zarzucają gazownikom próbę wyłudzenia.
utworzono: 2004-12-06 00:00:00
ostatnia modyfikacja: 2010-06-15 11:30:09
autor: Tarczyńska Aleksandra
Klienci gazowni próbują udowodnić, że zarzuty są wyssane z palca. Wynajęli łódzkiego adwokata Jarosława Szczepaniaka.
- Złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury, że gazownia chce wyłudzić od nas od 2 do 22 tysięcy złotych - tłumaczy mecenas. - Sprawa jest do wygrania. Gdyby było inaczej, nie podjąłbym się jej.
Oskarżeni założą też stowarzyszenie ochrony użytkowników gazu.
- Po to, by w przyszłości inni poszkodowani przez gazownię mieli gdzie przyjść po pomoc - dodaje Szczepaniak.
Mazowiecka Spółka Gazownicza nie ma zamiaru odpuścić. Złożyła pozwy w sądzie cywilnym. Domaga się spłaty należności.
- Racja jest po naszej stronie. Jesteśmy dobrej myśli. Do tej pory sąd rozstrzygał sprawy na naszą korzyść - mówi Waldemar Fortuna, rzecznik prasowy gazowni.
Pozwani zapowiadają, że się nie dadzą.
- Choćbym dwadzieścia lat miał się z nimi procesować, nie zapłacę ani grosza! Jestem niewinny! - denerwuje się Krzysztof Krawczyk z Ksawerowa, lekarz pabianickiego pogotowia.
Zaczęło się dwa lata temu, gdy gazownia wymieniała stare liczniki.
- Najpierw przyszła do mnie ekipa z Pabianic - opowiada doktor Krawczyk. - Wpuściłem ich. Przez chwilę kręcili się przy gazomierzu. Stwierdzili, że jednak nic nie będą wymieniać.
Druga brygada, tym razem z Łodzi, zjawiła się dwa tygodnie później. Monterzy założyli nowy licznik. Stary zabrali. Wkrótce Krawczykowie dostali zawiadomienie, że stary licznik będzie poddany ekspertyzie. Gazownia wyznaczyła datę i godzinę.
- Nie pojechałem. Myślałem, że to zwyczajna formalność. Nie grzebałem przy gazomierzu, byłem więc spokojny - opowiada lekarz.
Po kilku dniach doktor Krawczyk odebrał kolejne pismo. Tym razem gazownia zarzuciła mu kradzież gazu. Wezwała do zapłacenia kary… prawie 7.000 zł.
- Twierdzili, że wymieniłem plomby na liczniku - opowiada lekarz.
W podobnej sytuacji znalazło się blisko 200 mieszkańców Pabianic i Ksawerowa.
- Przez wiele lat płaciłem za gaz inkasentowi - opowiada Andrzej Szmytka z Pabianic. - Nigdy nie zauważył żadnych nieprawidłowości. A tu nagle oskarżyli mnie o kradzież gazu.
Szmytka wysłał stertę odwołań. Zgromadził grubą tekę dokumentów, rachunków.
- Nie zamierzam płacić. Jestem niewinny. Mówią, że z gazownią jeszcze nikt nie wygrał, ale ja nie dam się zastraszyć - zapowiada.
Sąd na razie odroczył rozprawę przeciwko klientom Mazowieckiego Zakładu Gazowniczego. Nakazał gazowni ujawnić, kto z jej pracowników dostaje premię za złapanie złodzieja gazu. Chce też poznać wysokość tej premii. Poszkodowani wierzą, że to dobry znak.
Podobne artykuły
-
PTC walczy w konkursie Nivea 2012-05-24 15:11:14
-
Moc atrakcji 2012-05-24 12:41:23
-
Kolejne dzieło artysty 2012-05-24 11:47:05
-
Narutowicza: 4-latek pod kołami 2012-05-24 11:15:36
-
Stłuczka na Bugaju 2012-05-24 10:37:53
Komentarze do artykułu: Wojna z gazownią
Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz się zalogować.
Kliknij tutaj