Dwa "wyroki śmierci" wiszą nad głową Henryka Ramlaua - szefa Wydziału Komunikacji w Starostwie Powiatowym.

- Pierwszy dostałem w 1996 roku, a drugi rok później. Oba od Cyganów - wspomina Ramlau. - Grozili mi śmiercią, bo nie chciałem zarejestrować aut z podejrzanymi dokumentami.

Kierownik się nie mylił. Rachunki zakupu samochodów w Niemczech były sfałszowane. Gdy Urząd Celny zabrał auta, jeden z Cyganów pokazał, co zrobi ze zbyt dociekliwym kierownikiem. Palcem na szyi naznaczył, gdzie urzędnika dosięgnie ostrze noża.

Wydział Komunikacji to wyjątkowo niebezpieczne miejsce pracy.

- Ostatnio groził mi śmiercią 23-letni pabianiczanin - mówi Ramlau. - To dlatego, że nie wydałem mu dowodu rejestracyjnego, który zatrzymała policja. Młody człowiek miał sfałszowane zaświadczenie ze stacji diagnostycznej.

Gdy usłyszał, że nie dostanie dokumentów, wściekł się. Wybiegł przed budynek i wybił szyby w samochodzie pracownicy wydziału. Teraz siedzi w areszcie za "groźby karalne".


TERRORYSTA W DRZWIACH

Pod biurkiem Barbary Kapitułki - naczelnika Wydziału Lokalowego w Urzędzie Miasta, jest przycisk alarmu. Jeśli urzędniczka naciśnie guzik, natychmiast przybiegnie strażnik miejski.

- To konieczne, bo przychodzą do mnie emocjonalni terroryści - wyjaśnia Barbara Kapitułka. - Są zdesperowani, ale nie ma się czemu dziwić, bo walczą o dach nad głową swoich rodzin. Opowiadają o tym, jak cztery osoby muszą się gnieździć na czternastu metrach kwadratowych podłogi. Pytają, jak długo można tak żyć.
Pabianiczanie, którzy starają się o mieszkania komunalne, bywają agresywni.

- Raz zdarzyło się, że taki człowiek chwycił mnie za gardło. Innym razem rzucił ciężkim dziurkaczem - wspomina pani naczelnik.

Aby czuć się bezpieczniej, Barbara Kapitułka rozmawia z petentami przy otwartych drzwiach.

- Jak dotąd tylko raz nacisnęłam guzik alarmu - mówi. - Interesant był nietrzeźwy i, oględnie mówiąc, niegrzeczny. Zwykle ludzie nie reagują tak gwałtownie, choć są wzburzeni, wykrzykują swoje krzywdy, płaczą.


POSTRASZYĆ GLINIARZA

"Wiem, do jakiej szkoły chodzą twoje dzieci…" - tak bandyta groził inspektorowi policji, Jerzemu Padykowi.

- Zadzwonił do mnie i to właśnie powiedział - wspomina komendant pabianickiej policji. - Bardzo się mu naraziłem przy okazji sprawy o przestępstwa, którą prowadziłem.

Znacznie częściej Padyk wysłuchuje mniej groźnych "wyroków".

- Rozmaici ludzie zwalniają mnie z pracy - śmieje się. - Zwykle z powodu mandatów za wykroczenia drogowe.


ZMORA PROKURATORA

Krzysztof Ankudowicz - szef Prokuratury Rejonowej, raz usłyszał: "Ja cię zabiję!". Groził mu przesłuchiwany włamywacz.

Według Ankudowicza, każdy prokurator musiał wysłuchać paru podobnych "wyroków" i ostrzeżeń. Ten zawód wymaga odwagi i mocnych nerwów.

- Pogróżek nie bagatelizuję - mówi. - Bo nigdy nie wiadomo, co może wyrosnąć z "małego złodzieja", który grozi śmiercią. Ale nie poddaję się presji. Gdybym to zrobił, nie mógłbym pracować w moim zawodzie.