Rozmowa z supersnajperem PTC (część 1)

Czy 20-letni napastnik długo jeszcze będzie strzelał dla „fioletowych”?

utworzono: 2012-01-10 11:38:53
ostatnia modyfikacja: 2012-01-10 14:26:44
autor: Kozłowski Mateusz

Piotr Szynka, bo o nim mowa, ma za sobą rundę życia: w 14 meczach zdobył aż 16 bramek i zanotował 4 asysty! Postanowiliśmy porozmawiać z nim o jego początkach w futbolu, obecnej formie oraz planach na przyszłość. Oto pierwsza część obszernej rozmowy z młodym napastnikiem.

Na początku gratuluję „rundy życia”, bo chyba inaczej nie da się skomentować 16 bramek w 14 meczach… Jak oceniasz to ze swojej perspektywy? Miniona runda była Twoim zdaniem najlepszą w dotychczasowej karierze? Czułeś życiową formę?
Piotr Szynka: 16 bramek w 14 meczach to całkiem dobry wynik, ale zawdzięczam ten rezultat kolegom z drużyny. Bez ich podań nie byłoby przecież moich bramek. Runda jesienna była dla mnie udana, często trafiałem do bramki rywala, co zazwyczaj dawało PTC 3 pkt.  Czy była to życiowa forma? Nie do końca. Zawsze może być jeszcze lepiej!

Chyba niewiele osób wie, iż zaczynałeś przygodę z piłką… we Włókniarzu. Opowiedz, kiedy był pierwszy trening (jakie masz z nim wspomnienia), jacy trenerzy Cię prowadzili?
Piotr Szynka: Pierwszy trening zaliczyłem latem 2000 roku, mając 9 lat. Moim pierwszym trenerem był Paweł Szałecki. Pamiętam, że na pierwszym treningu byłem rozproszony, nie wiedziałem co i jak. Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że granie na boisku różni się od tego na podwórku. Moim drugim trenerem był Jan Kaczorowski, który awansował z nami do ligi wojewódzkiej. Po przejściu do juniorów starszych moim trenerem był Maciej Więclewski.

Czy od zawsze byłeś wystawiany na pozycji napastnika?
Piotr Szynka: Moja pierwsza pozycja na boisku w „profesjonalnej piłce”  to… środkowy pomocnik (śmiech). Szybko jednak zostałem przesunięty przez trenera do linii ataku, bo dzięki instynktowi strzelałem sporo bramek.

Jeszcze jako junior przeniosłeś się do PTC?
Piotr Szynka: Do PTC przeszedłem w wieku juniora, dlatego że atmosfera we Włókniarzu była napięta i nie do końca dobra. Słabły także wyniki, co przechyliło szalę decyzji o zmianie klubu.

Jakiego trenera wspominasz najmilej, któremu zawdzięczasz Twoim zdaniem najwięcej?
Piotr Szynka: Mile wspominam wszystkich trenerów. Najwięcej nauczył mnie jednak trener Kaczorowski we Włókniarzu. W PTC z kolei były dwie takie osoby: Przemysław Wróbel i Jan Rykała.

Co powiesz o nie tak odległych znowu czasach juniorskich? Spotkałeś zawodników, którzy odpuścili sobie grę, chociaż mieli spore predyspozycje?
Piotr Szynka: Czasy juniorskie to jeden z najlepszych etapów mojego życia. Dorastanie i wchodzenie w tajniki „poważnej piłki”. Poznałem wielu dobrych chłopaków, od których można było się czegoś nauczyć, jak choćby braci Muszyńskich, czy braci Olszewskich.

Przeskok z juniorów do seniorów był ciężki, czy przebiegł bezboleśnie?
Piotr Szynka: Przejście do seniorów było skomplikowanym procesem. Ciężko było wkomponować się w nowy zespół.

Do zespołu seniorów trafiłeś w sezonie 2009/10, w którym także pomagałeś jeszcze kolegom z juniorów. Jak wspominasz początki w dorosłej drużynie?
Piotr Szynka: Początki faktycznie nie były rewelacyjne. Głównie z tego powodu, iż grałem jedynie „ogony” meczów, np. ostatnie 5 min. Zawodnicy seniorów nie zawsze byli przychylnie nastawieni, ale to pewnie z obawy przed konkurencją (śmiech).

Jak wspominasz swój debiut w seniorach? Pamiętasz go jeszcze, była jakaś specjalna trema?
Piotr Szynka: W debiucie tremy nie miałem. Wiedziałem, że muszę wyjść i pokazać, co potrafię. Nie miałem jednak na to zbyt wiele czasu, gdyż zagrałem wówczas wspomniane wcześniej ostatnie 5 min.

Z kim z obecnej ekipy Piotr Szynka trzyma się najbliżej i jaka w ogóle atmosfera panuje w szatni „fioletowych”?
Piotr Szynka: Najbliżej trzymam się z „Tysonem”, czyli Mateuszem Klingiem. W szatni atmosfera jest motywująca - pełne skupienie i jazda po 3 pkt!

A z kim dla odmiany najlepiej rozumiesz się na boisku?
Piotr Szynka: Będzie bez odmiany. Na boisku bowiem, tak jak i poza nim, doskonale rozumiem się z „Tysonem”, co opanowaliśmy już za czasów juniora. Także z Przemkiem Felczakiem na boisku porozumiewamy się bez słów.

Inni o „Pepe”:

Mateusz Kling (pomocnik PTC, grający z Szynką już za czasów juniorskich): O „Pepe” jako zawodniku mogę powiedzieć tyle, że bardzo dobrze mi się z nim współpracuje. Jest to jeden z większych talentów w Pabianicach i już dawno powinien odejść do wyższej ligi. Niestety nie ma znajomości, jak inne „talenty” z Pabianic. Jedyne co można mu zarzucić to to, że jest za mało pewny swoich umiejętności.

Przemysław Felczak (napastnik PTC, strzelec 7 bramek w 13 meczach w tym sezonie, partner Szynki w ataku): Piotrek jako piłkarz jest osobą, która przede wszystkim potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Ja jako kolega z tej samej pozycji, grający dłużej od niego w drużynie seniorskiej, miałem także przyjemność grać z innymi w ataku. Nie chcąc mu cukrować za bardzo, to póki co dobrze mi się z nim współpracuje. Myślę, że tak jak ja mu pomogłem strzelić parę bramek w tym sezonie, tak i moja zdobycz w pewnym sensie zależała od naszego zrozumienia w „przodzie”. Poza tym myślę, że jeżeli znajdzie się osoba, która pomoże mu się rozwinąć i da mu na to szanse, to Piotrek ma naprawdę spory potencjał do tego, żeby zajść wysoko, czego naprawdę mu życzę.

Piotr Szynka
ur. 18 stycznia 1991 r.
pozycja na boisku: napastnik
mecze/gole w seniorskiej drużynie PTC: 75/51.

Cały wywiad w dzisiejszym papierowym wydaniu Życia Pabianic.






Komentarze do artykułu: Rozmowa z supersnajperem PTC (część 1)

Nasi internauci napisali 1 komentarzy

Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz się zalogować.

Kliknij tutaj

FILADLADEBILA
komentarz dodano: 2012-01-11 03:52:57
z IP: 194.63.132.*
Jan Kaczorowski-pozdrawiam!
powodzenia HAM(szynka ang.)






facebook