Po drugiej wojnie światowej nie było w Pabianicach ani jednej kawiarni. Dopiero w sylwestra 1957 roku triumfalnie otwarto kawiarnię Mocca - w budynku przy ulicy Armii Czerwonej 26 (dziś Zamkowa 26, siedziba Urzędu Skarbowego).
Życie Pabianic ze stycznia 1958 r. pisało: „Jest nareszcie lokal, o którym można śmiało powiedzieć – klasa. W tym słowie mieści się obowiązkowa szatnia, uprzejma obsługa, dobra kawa i wreszcie sam „lokal”, który ma w sobie „coś”, co roztacza urok od chwili, gdy usiądzie się przy stoliku. Pomysłowo rozwiązane wnętrze, przyjemna barwa ścian o niezbyt silnych kontrastach, pomysłowe, o nowoczesnych wzorach draperie, ciekawy motyw - jakby żywcem wyjęty z obrazów Picassa – dolnej części baru”.
Ale już kilka miesięcy później dziennikarze nie szczędzili jej też słów krytyki: „obsługa winna bardziej stanowczo zajmować stanowisko w stosunku do gości już pijanych (…). Nie zapominajmy, że to jednak jest - jakby nie było – lokal o pewnej renomie, jedyny w naszym mieście lokal pierwszej kategorii!” - pisali.

„AUGUSTOWSKIE NOCE” POD PARASOLEM
Jak na owe czasy, Mocca była wręcz ekskluzywna. Na gości czekały dwie sale. W większej, ze stolikami, jadano. W mniejszej był bar, grała orkiestra, czekał parkiet do tańca i podwieszony sufit ze światłami. Wnętrze lokalu utrzymane było w ciemnej czerwieni. Dość egzotycznie, bo w obu salach ustawiono… palmy.
We wtorki, czwartki, soboty i niedziele w Mokce można było potańczyć. Na podeście kawiarni swój sprzęt rozstawiały orkiestry, którym towarzyszyły szansonistki (śpiewaczki). Gościom przygrywali eleganccy muzycy, ubrani w jednakowe brązowe smokingi. Wiosną i latem muzycy występowali na zewnątrz lokalu, gdzie stały stoliki i parasole. Wszystkie w romantyczny deseń - oplecione girlandami pnących kwiatów.
Pod koniec lat 60. występował tu band Zbigniewa Badowskiego. Zbigniew grał na saksofonie i klarnecie, a jego brat Jerzy - na kontrabasie akustycznym. Na pianinie grał Walczak. Z czego zasłynęli? Każdy dancing rozpoczynali swoją sztandarową piosenką. I nią też kończyli imprezę.

DO TAŃCA I DO RÓŻAŃCA
Z ekskluzywnych dancingów Mocca słynęła w całym województwie, a nawet jeszcze dalej. Urządzano tu również czwartkowe spotkania z poetami, pisarzami, podróżnikami. W lokalu przy Armii Czerwonej gościli: Henryk Walkowski (współtwórca pabianickiego oddziału Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego), Grzegorz Timofiejew (poeta), Henryk Anders (profesor Akademii Sztuk Pięknych), Włodzimierz Busiakiewicz (redaktor audycji radiowych).
Podest restauracji służył też do organizacji rozmaitych lokalnych imprez. To tam w 1958 r. rozstrzygnięto konkurs Życia Pabianic na Najpiękniejsze Dziecko Pabianic. Przez kilka miesięcy tygodnik drukował zdjęcia dzieci, a czytelnicy ngłosowali na kartkach pocztowych. Zwyciężyła 4-letnia Ania Kowalik, wyprzedzając zaledwie sześcioma głosami Bogdana Pawłowskiego. Reszta finalistów konkursu to: Krysia Gertner, Małgosia Szulc, Marysia Kasperska, Ela Krzemińska, Krysia Jurek, Beata Bartoszek, Jola Dobińska, Małgosia Kasperska, Grześ Andrzejczak, Mariusz Lewowski. Wszystkie zwycięskie dzieciaki wraz z rodzicami bawiły się na balu w Mokce.

SKANDAL Z NAGOŚCIĄ W TLE
O tym, że w kawiarni sporo się działo, świadczą przeprosiny, jakie w 1959 r. wydrukowało Życie Pabianic. Oto ich treść: „Przepraszam Elżbietę B. za bezpodstawne pomówienie jej, jakoby w marcu br. w kawiarni Mocca w Pabianicach rozebrała się do naga, za co miała otrzymać 3.000 zł, albowiem fakt ten nie miał miejsca. Stanisław S., Wola Zaradzyńska”.
Jak ów striptiz miał wyglądać? Do sali kawiarni wkracza dziewczyna ubrana w futro. Wspina się na krzesło, potem na uprzątnięty zawczasu stolik. Jednym ruchem zrzuca futro z ramion. Jest naga. Tańczy wolno, w takt melodii. Goście Mokki są oczarowani. Orkiestra nie przestaje grać. Trwa to ledwie kilkanaście sekund, następnie dziewczyna zeskakuje ze stolika, kuli się pod futrem i ucieka. Tak o słynnym striptizie pisał łódzki tygodnik Odgłosy. Czy to była prawda? Autor artykułu nie widział tej sceny na własne oczy. Mimo to pisał tak: „Każda z zapytanych kelnerek odpowiada, że na jej dyżurze nic takiego nie było. Ale zarumienione buziaki i uśmieszki towarzyszące rozmowie kazały się domyślać, że chcą coś przed nami ukryć”.

KTO MA KLUCZE, TEN MA WŁADZĘ
Do połowy lat 60. wejście na imprezę w Mokce kosztowało 10 zł. W weekendy stoliki trzeba było rezerwować dużo wcześniej. Bo przyjeżdżali do nas goście nawet z Łodzi. Ale i dla nich często nie było już miejsca.
W styczniu 1959 r. dyrekcja Miejskiego Handlu Detalicznego Artykułów Przemysłowych zaprosiła do Pabianic zespół popularnej radiowej „Zgaduj-Zgaduli”. Okazją było branżowe święto. Akademię urządzono w hali sportowej przy Orlej. Po występie warszawscy artyści chcieli się napić czegoś mocniejszego. Pojechali więc do słynnej kawiarni Mocca. A tam spotkał ich afront. Wszechmocny szatniarz oświadczył, że nie ma już miejsc. I szanownych gości nie wpuścił. W rewanżu ekipa radiowa napisała skargę do gazety. Kto ją podpisał? Piosenkarka Maria Koterbska („Serduszko puka w rytmie cha-cha”), Andrzej Rokita i Wacław Przybylski – dziennikarze Polskiego Radia, Kazimierz Turewicz – wirtuoz akordeonu, kierownik warszawskiej orkiestry tanecznej Polskiego Radia.
Nie da się ukryć: szatniarze w Mokce mieli władzę. A kto stał tam „na bramce”? Pani Kozubska, pani Siniarska, Stanisław Sójka, Wiktor Adamczewski.

„RADEBERGER” OD ŚWIĘTA
Szczyt sławy kawiarni przypada na lata 60. i 70. Wtedy w Mokce przesiadywali głównie zamożni rzemieślnicy, „nitkarze’ (właściciele paru krosien), „badylarze” (właściciele szklarni), „cinkciarze” (pokątni sprzedawcy dolarów) i sportowcy (na kilku lipnych etatach w fabrykach). Sączyli tam koniaki, wódeczkę i specjalność zakładu - likier miętowy. Piwa nie serwowano, chyba że w święta państwowe – 1 Maja (Święto Pracy), 22 Lipca (Narodowe Święto Odrodzenia Polski). Bywało, że w kawiarni pojawiał się wówczas niemiecki browar Radeberger.
Objadać się nikt tu nie przychodził. Serwowano tylko śniadania - jajecznicę podawaną przez Helenę Otomańską. Były też pyszne desery Rozalii Dębowskiej, lody, szarlotka, ptysie, wuzetki.
Od połowy lat 70. blask kawiarni gasł. Niewiele pomógł gruntowny remont w 1975 r. Czternaście lat później prywatny najemca zmienił nazwę Mocca na Europa. Chciał tu zrobić restaurację z kuchnią polską – rosołem, bigosem, schabowym. Ale szło kiepsko. Nie pomagały bale mistrzów sportu, charytatywne potańcówki, a nawet striptizy. Nadciągnęły nowe czasy – do Europy wprowadził się Urząd Skarbowy. 
-------------------

Na podstawie: „Ulica Zamkowa w Pabianicach 1824-2004” - A. Gramsz, K, Brzeziński; oraz archiwalnych wydań Życia Pabianic.

Artykuł z cotygodniowej strony historycznej w tygodniku Życie Pabianic