Podczas spotkania miłośników historii o generale Zygmuncie Janke opowiadał Artur Ossowski – pracownik Instytutu Pamięci Narodowej. Przedstawił postać „Waltera” przez pryzmat ludzi, z którymi ten pracował.
- To oni po części zdecydowali o jego sukcesie – powiedział pracownik IPN-u. - Walter-Janke na współpracowników dobierał sobie nietuzinkowych ludzi.
Pracował między innymi z Janem Lipszem – mistrzem piekarskim ze Zduńskiej Woli, który w środowisku lokalnym uchodził za Niemca. Taki człowiek był mu potrzebny do konspiracji.
Z Walterem współpracowali też: Halina Kłąb (ceniona agentka wywiadu AK), Janusz Różewicz (brat poety Tadeusza Różewicza), Wacław Smoczyk (saper).
- Ukształtowało go pabianickie środowisko, z jakiego się wywodził, między innymi drużyna harcerska im. Tadeusza Kościuszki – mówił Ossowski.
Walter nie był typowym oficerem liniowym. Uniknął niewoli, więc wrócił do rodzinnego miasta. Od jesieni 1939 roku działał w okręgu łódzkim. Za jego głowę Niemcy wyznaczyli nagrodę: 10 tysięcy marek.
- W czasie wojny Łódź i Pabianice, były informacyjnymi pustyniami. Nie wychodziły żadne gazety – opowiadał Ossowski. – Walter zdawał sobie sprawę, jak ważna jest w takiej sytuacji właśnie informacja. Zdobyć ją mógł tylko wywiad.
Celem działalności Polskiego Podziemia było zmylenie Niemców. Wydawana w Łodzi gazeta nazywała się „Dziennik Kujawski”. Podziemie preparowało też między innymi donosy o malwersacjach finansowych.
- Dziennie do łódzkiego gestapo wpływało około 40 donosów, a jeden donos to życie co najmniej jednej osoby – mówił o trudnej walce konspiracyjnej z Niemcami.
Działający najpierw w łódzkim okręgu Związku Walki Zbrojnej, a następnie w okręgu śląskim, gen. Walter-Janke w 1949 roku został aresztowany przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa i skazany na podwójną karę śmierci.
- Do końca zachował godną postawę, choć wiedział, że zginie – powiedział Ossowski.
Nie poinformowano go o zmianie wyroku na dożywocie. Po zwolnieniu w 1956 r. został zrehabilitowany. 11 października został awansowany do stopnia generała brygady w stanie spoczynku.
- Zmarły w 1990 roku Janke zapisał się na kartach historii nie tylko jako konspirator, ale też działacz naukowy – podsumował wykłada.
Później głos przejęła córka generała.
- Mój ojciec był miłym, ciepłym człowiekiem. Miał nadzwyczajne poczucie humoru. To chyba właśnie ta cecha pomogła mu to wszystko przeżyć - stwierdziła pani Ewa.
Nie był człowiekiem mściwym, nie było w nim chęci odwetu.
- W czasie wojny szkolny kolega taty kazał mu wysiąść z tramwaju, w przeciwnym razie zawoła gestapo. Ojciec wyskoczył z wagonu. Spotkali się po wojnie. Mój tato nie zemścił się na nim – opowiada Bareła.
Na Waltera-Janke w czasie wojny donosiło wiele osób.
- Ale kolega ojca, cinkciarz, w dosadny sposób odmówił zeznań – śmieje się Bareła.
W Instytucie Pamięci Narodowej generałowi poświęconych jest aż 17 tomów.
- Wyróżniał się szacunkiem do prostego żołnierza AK-owca – opowiadała. – Był odważny i rozważny. Mówił, że nie wolno wydawać rozkazu, którego samemu by się nie wykonało.
Na kolejne Klub „Grota” zaprasza 20 listopada. Temat spotkania „Narodowe siły zbrojne. Prawda i legenda”. Gościem specjalnym będzie Krzysztof Komorowski.