Już tydzień przed świętami w 1932 roku na ulicy Zamkowej stały kolejki do lombardów. Tysiące pabianiczan chciały wymienić cenne przedmioty na gotówkę. Dziennik „Republika” tłumaczył to w ten sposób: „zegarek, brylant, palto czy futro przekształca się w dniu wigilijnym w karpia w szarym sosie, tradycyjne kluski z makiem i choinkę. Kolejki do lombardów są długie na sto metrów”.

200 pabianickich bezrobotnych tuż przed Wigilią dostało urzędowe zapomogi świąteczne - po 25 zł. Jeśli bezrobotny miał dużo dzieci, dostawał 45 zł i talon na zupę. Dla 700 ubogich dzieci z Pabianic przygotowano paczki z kaszą, fasolą i słodyczami. Zafundował je magistrat do spółki z Komitetem Pomocy dla Bezrobotnych. 50 zł z własnej kieszeni dorzucił wojewoda łódzki, Aleksander Hauke-Nowak.

Jakie prezenty?

„Najlepszym podarunkiem gwiazdkowym jest nowoczesny wynalazek - radioodbiornik. Dwulampowe radio można nabyć już za 165 zł, a ośmiolampowe za 900 zł - w grudniu 1926 roku zachęcał dziennik „Ilustrowana Republika”. Tkacz w fabryce bawełnianej zarabiał wtedy 8 zł dziennie.

Radioodbiornik był marzeniem każdej polskiej rodziny. Reklamowano go w sprytny sposób, jako „okno na świat”. Dziennik „Republika” pisał: „Jeden z czytelników doniósł nam, iż od kilku tygodni pobiera z radia lekcje języka hiszpańskiego, nadawane z Monastyru na fali 410 od godziny 10 wieczorem. Nie posiadając żadnych podręczników, słuchacz radia poczynił takie postępy w nauce, iż rozumie już gazety hiszpańskie. Język studiuje z powodu spodziewanego wyjazdu do Ameryki Południowej.

Według archiwalnych cenników, przed Bożym Narodzeniem 1928 roku bochenek chleba kosztował 60 groszy, bułka – 5 gr, kilogram cukru - 1 zł, kg ziemniaków – 8 gr, wieprzowiny - 3,60 zł, wołowiny - 3,40 zł, cielęciny – 2,60 zł, słoniny – 4 zł, kiełbasy z czosnkiem – 3,60 zł, wątrobianki – 3,40, kości na zupę – 40 gr. Za poradę lekarską trzeba było zapłacić 3 zł, lekcja korepetycji dla gimnazjalisty kosztowała 1,50 zł, pudełko zapałek - 14 gr, węgiel - 41 zł za tonę, buty 19-30 zł, czajnik – 21 zł.

Gdy ulicami Pabianic jeździło 8 samochodów osobowych, martwiono się, czy w Ziemi nie zabraknie paliwa do nich. Dziennik „Republika” bił na alarm, że zasoby ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych wyczerpią się już za 7 lat, czyli w 1933 roku. A w całym świecie ropy zabraknie najdalej w 1937 roku. „Może by zaprzestać wytwarzania automobili?” – zastanawiali się eksperci.

Kto ogoli pana domu?

„Niegoleni panowie będą musieli siedzieć w domach przez trzy dni świąt” – ostrzegała prasa w grudniu 1927 roku. Powód? Urzędowy nakaz zamykania zakładów fryzjerskich w okresie świąt. „Fryzjerzy zwrócili się do inspektora pracy o zezwolenie na otwarcie zakładów w drugim dniu świąt Bożego Narodzenia, by mężczyźni schludnie wyglądali przy świątecznych stołach” – wyjaśniały gazety. „W tej sprawie inspektor odniósł się do ministerstwa pracy, lecz odpowiedź nie nadeszła i wszystkie zakłady fryzjerskie będą w ciągu 3 dni zamknięte”.

Wokół stołu

„W Wigilię wszyscy zrywają się wczesnym rankiem na równe nogi, bo kto by zaspał, ten będzie śpiochem przez cały rok” – w 1929 r. ostrzegał „Kurier”. „Gospodyni ani na chwilę nie siada, bo gdyby ją kury zobaczyły siedząca,

przez cały rok nie chciałyby znosić jaj. W dzień wigilijny lud żywi się wyłącznie wodą i suchym chlebem. Na wigilijnym stole unika się tylko ziemniaków, gdyż według wierzeń, kto na wigilię je kartofle, ten przez cały rok będzie miał w brzuchu boleści. Od wigilijnego stołu wolno wstawać tylko gospodyni, która musi iść do kuchni”.

Pabianiczanom zalecano, by po Wigilii gospodynie nie robiły porządków, „zestawiając ze stołu tylko naczynia, albo - jak w okolicach Wieliczki - wszystko zostawiając na stole, bo Pan Jezus będzie spał w nocy na stole. „Republika” pisała, że w niektórych regionach Polski wigilijne łyżki i resztki jedzenia leżały aż do następnego dnia „dla aniołów i dusz zmarłych, które tej nocy przychodzą się pokrzepić”. We Wschodniej Małopolsce w czterech kątach izby wylewa się dla aniołów resztki barszczu wigilijnego, gdzieindziej znowu kładzie się na stole żytni chleb, przykryty opłatkiem i owinięty w białą chusteczkę”.

(artykuł z cotygodniowej strony historycznej w papierowym Życiu Pabianic)