Strażnicy miejscy mieli nietypowe zadanie. Na oddziale urologicznym w szpitalu był nietoperz, a właściwie dwa. Podczas nocnego dyżuru jeden z nich ugryzł śpiącego doktora Adama Mroczka. Przytomny lekarz otworzył okno i sprawca zamieszania uciekł, natomiast po drugim nietoperzu ślad zaginął. Znalazł się następnego dnia, kiedy - jak gdyby nigdy nic - przechadzał się po szpitalnym korytarzu. Personel natychmiast wezwał strażników miejskich. Przyjechali w asyście powiatowego lekarza weterynarii. Zwierzaka udało się złapać i noc spędził na komendzie Straży Miejskiej. Przez najbliższe dwa tygodnie będzie obserwowany w przychodni weterynaryjnej przy ulicy Karniszewickiej.
- Jeśli w tym czasie nic się nie będzie działo, wypuścimy go na wolność – tłumaczy Henryk Kopeć, weterynarz. - jeśli na przykład padnie, wtedy go przebadamy. Na dzień dzisiejszy nic nie wskazuje na to, żeby był chory na wściekliznę.