W poniedziałek po godzinie 18.00 na dyżurce straży pożarnej zadzwonił telefon. Przerażony chłopiec mówił, że pali się dom przy Moniuszki i żeby szybko przyjechać. Strażacy popędzili na miejsce, ale okazało się, że nic tam się nie dzieje.
Zgłaszający podał przez telefon swoje dane, jednak okazało się, że są zmyślone. Ustalono, że dzwonił z budki telefonicznej. Niestety, nie udało się namierzyć małego dowcipnisia.