„Na drodze ekspresowej S8 w pobliżu Pawlikowic pod Pabianicami doszło do bardzo groźnego wypadku. Siedem osób zostało rannych, dwie reanimowano. Do ofiar wysłano trzy śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pracuje tam 7 zastępów straży pożarnej oraz 3 zespoły karetek pogotowia” – takie wieści usłyszała i przeczytała cała Polska 16 czerwca 2017 roku w południe.

Zobacz: Tragiczny wypadek na S8

Jak to się stało? Mikrobus marki Opel jechał drogą ekspresową od strony Wrocławia. Na węźle Pabianice-Południe kierowca (54 lata) stracił panowanie nad samochodem i uderzył w barierki oddzielające pasy ruchu. Uderzenie było potężne. Stalowe bariery rozbiły przód auta, wyrwały silnik i wbiły się do kabiny. O życie dwojga najciężej rannych pasażerów walczyli ratownicy medyczni. Jedną z tych osób była 20-letnia Klaudia.

Dziewczyna studiowała we Wrocławiu, mieszka w Morawicy koło Kielc. „Chciała przyjechać do domu w Boże Ciało, ale miała bardzo dużo nauki, przełożyła więc podróż na piątek” – opowiada mama Klaudii, Edyta Hendel. „Zadzwoniła do taty, by wyjechał po nią do Kielc”.

Zanim wsiadła do busa, wysłała mamie numer rejestracyjny samochodu i numer telefonu kierowcy. „Zawsze tak robiła, bym była spokojniejsza. Potem zadzwoniła z busa. Mówiła, że ma super towarzystwo i fajnie jej się jedzie do domu” – wspomina mama Klaudii. To był ostatni SMS.

Gdy córka nie dojechała na umówioną godzinę, rodzice zaczęli się martwić. Dzwonili, ale Klaudia nie odbierała telefonów. Dzwonili też do kierowcy busa. Słyszeli sygnał łączenia, ale nikt nie odbierał. Wtedy zajrzeli do internetu, by sprawdzić, czy na drodze z Wrocławia nie wydarzył się wypadek. Na portalu „Życia Pabianic” znaleźli informację o wypadku pod miastem i zdjęcie rozbitego busa, a w nim… walizkę córki. Poznali ją po kolorze i kształcie.

Zrozpaczona matka dowiedziała się, że sześć ofiar wypadku zawieziono do czterech szpitali. Telefonowała do wszystkich. „Zadzwoniłam też do Szpitala Kopernika w Łodzi. Dowiedziałam się, że przywieziono tam dwie osoby w bardzo ciężkim stanie, a jedna dziewczyna ma bardzo obszerne obrażenia wewnętrzne i walczy o życie” – opowiada matka. „Pytałam, czy ma długie włosy i powiedzieli, że tak, ale dodali, że czarne. Tego się uczepiłam, bo córka nie ma takich kruczoczarnych włosów. Serce podpowiadało mi jednak, że to jest moja Klaudia”.

Daje znaki życia

Rodzice pojechali do Łodzi. „Dowiedziałam się, że Klaudia była przez pół godziny reanimowana i dotarła do szpitala helikopterem” – opowiada matka. „Jej stan był bardzo ciężki. Miała złamany kręgosłup i rozległe obrażenia wewnętrzne. Lekarze wycieli jej kawałek śledziony, kawałek żołądka, kawałek wątroby.

Zdiagnozowano przebite żebrami płuca, zmiażdżoną lewą część klatki piersiowej. Ręka rannej była wyrwana z barku. Lekarze wstawiali Klaudii bajpasy, gdyż doszło do przerwania tętnicy i nerwów. „Powiedzieli nam, że walczą, by naszej córce nie trzeba było amputować lewej ręki, w której zostały zerwane wszystkie nerwy i mięśnie” – opowiada Edyta Hendel.

Trzy kwadranse po operacjach lekarze pozwolili rodzicom wejść do sali pooperacyjnej. Matka i ojciec nie poznali córki. Przez tydzień Klaudia leżała w śpiączce farmakologicznej, a ojciec koczował przed szpitalem. Potem dziewczyna zaczęła dawać znaki życia. Podkurczała nogi, próbowała podnosić rękę. Lekarze pocieszali, że to dobry znak.

Rodzinę Klaudii wspierał piosenkarz Andrzej Piaseczny i muzycy z grupy, którzy razem z Klaudią śpiewali w telewizyjnej „Bitwie na głosy”. „Klaudia Hendel. Piękna, zabawna, szalona walczy o życie w łódzkim szpitalu. Jej rodzice, którzy są przy córce w szpitalu, potrzebują naszego wsparcia finansowego, by mogli jeszcze tam posiedzieć. Wesprzyjmy ich symboliczną kwotą, zafundujmy im hotel, ciepły posiłek, kubek gorącej kawy. Pozwólmy jej bratu dojechać do Łodzi i być przy niej” - apelowała na facebooku jedna z koleżanek ciężko rannej.

Rodzice wiedzieli, że jeśli Klaudia przeżyje, będzie potrzebna bardzo długa i kosztowane rehabilitacja. „Nasza Klaudia jest silna i zawzięta” – opowiada mama. „Zawsze bardzo o siebie dbała, chodziła na siłownię, zdrowo się odżywiała. Wierzę, że sobie poradzi”.

Powrót do domu

W sierpniu Klaudia Hendel ze złamanym kręgosłupem wróciła do domu w Morawicy. Rozpoczęły się zbiórki pieniędzy na kosztowne rehabilitacje dziewczyny. Datki do puszek zbierali wolontariusze na Święcie Kielc i podczas Nocy Świętojańskiej w gminie Morawica. Puszki stały też w sklepach i kościołach.

Miesiąc po wypadku rodzice Klaudii napisali: „Ciągle będziemy powtarzać, że nasza córka jest niesamowita. Od wypadku tylko dwa razy usłyszeliśmy pytanie: Dlaczego to mnie spotkało, przecież ja nigdy nikomu źle nie życzyłam. Poza tym nasze dziecko nie ma pretensji do losu. Cieszy ją każdy gest dobroci wykonany w jej stronę. Niewiele jest tak silnych osób jak ona. W czwartek Klaudia powiedziała: Na mnie trafiło, bo Bóg wiedział, że dam radę. My wiemy, że da radę i będziemy ją w tym wspierać”.

Niedowład prawej ręki ustępował. Lewa ręka Klaudii była wyrwana i mało kto wierzył, że da się ją uratować. Wymaga zabiegów operacyjnych. Gorzej jest z prawą nogą i strzaskanym kręgosłupem. W domu Hendelów zamieszkał rehabilitant, który pomaga dziewczynie dochodzić do sprawności.

Klaudia nie wstydzi się inwalidzkiego wózka, na nowo uczy się chodzić. „Wymaga ciągłych konsultacji: neurologa, neurochirurga, chirurga, naczyniowca i ortopedy” – wylicza matka. Klaudia wciąż potrzebuje wsparcia. Jak jej pomóc?

(więcej - w papierowym świątecznym wydaniu "Życia Pabianic")