Wynajmowała mieszkania w Rzeszowie, a potem podnajmowała je innym osobom. Właściciele nic o tym nie wiedzieli, jednego z nich też okradła.

Marta Ś. nie miała kłopotów ze zdobywaniem sympatii ludzi. Potrafiła się zaprzyjaźnić ze sprzedawczynią jednego z rzeszowskich sklepów, której podczas jednej z wizyt w domu ukradła odzież o wartości ponad 600 zł. Gdy przez chwilę mieszkała w hotelu w Rzeszowie, zaprzyjaźniła się z recepcjonistką. Jej pabianiczanka ukradła z mieszkania aparat fotograficzny.

Rzeszowscy policjanci złapali kobietę we wtorek. Ustalili, że kobieta na koncie ma co najmniej osiem oszustw i cztery kradzieże. Marta Ś. wynajmowała mieszkania w różnych częściach Rzeszowa, m.in. na Nowym Mieście i Baranówce. Postanowiła, że sama się dorobi na podnajmie mieszkań. Bez zgody ich właścicieli zawierała umowy z nowymi lokatorami. Brała od nich zaliczki. W dwóch przypadkach po 400 zł, w innym - 800 zł.

- Gdy do mieszkania przychodził właściciel, by odebrać pieniądze od Marty Ś. za wynajem, w środku zastawał nowych lokatorów, którzy twierdzili, że mają umowę - mówił Zbigniew Kocój z rzeszowskiej policji Gazecie Wyborczej.

W innym mieszkaniu, w którym Marta Ś. wynajmowała pokój, właścicielowi ukradła 700 zł, a współlokatorowi - 400 zł. Na przesłuchaniu 34-latka przyznała się do winy. Za oszustwa grozi jej do 8 lat więzienia. Policjanci sprawdzili życiorys kobiety. Okazało się, że jest ona poszukiwana przez policjantów z Krakowa oraz prokuratury w Poznaniu i Rzeszowie.

- Wiele wskazuje na to, że mieszkanka Pabianic oszustw mieszkaniowych dokonywała na terenie całego kraju - przypuszcza Kocój.