W tym roku nie będzie „okrawania" granic gminy Pabianice. To ostateczna decyzja.
- Cieszę się z takiego obrotu sprawy, chociaż nie do końca - mówi Henryk Gajda, wójt gminy Pabianice. - Ministerstwo odrzuciło wniosek Łodzi, bo dotarł po terminie. Byłbym w pełni zadowolony, gdyby rozpatrzono go negatywnie.
Władze naszej gminy mogą spać spokojnie przez najbliższy rok. Potem Łódź zapewne znowu zaatakuje - lepiej przygotowana.
Łodzianie mają apetyt na bardzo cenne tereny przy granicy Łodzi z gminą Pabianice. Na tej ziemi stoi część Grupowej Oczyszczalni Ścieków. Chodzi o 79,6 ha oczyszczalni, które należą do nas (do Łodzi należy tylko 16 ha oczyszczalni).
Dlaczego ta ziemia jest cenna? Bo za jej użytkowanie trzeba płacić wysoki podatek - prawie 5 milionów zł rocznie. Do tej pory miliony wpływały do kasy gminny Pabianice. Ale Łódź nie chce płacić. Wyciągnęła więc ręce po naszą ziemię.
Aby „położyć łapę" na naszej ziemi, łodzianie musieli dostać pozwolenie Rady Ministrów. Poprzedzili je konsultacjami społecznymi z mieszkańcami Łodzi. Zapytano 1.200 osób. Wynik był do przewidzenia. W Pabianicach zapytano 66 procent uprawnionych do głosowania. 99 procent spośród nich opowiedziało się przeciwko włączeniu naszych terenów do Łodzi.
- Dla naszej gminy utrata 80 ha ziemi byłaby wielką stratą - mówi wójt Gajda. - Nasz roczny budżet to 12 milionów złotych. Jeśli stracilibyśmy ziemię i 5 milionów z podatków, to praktycznie nie byłoby gminy Pabianice.