Dziś przed 9.00 do dyspozytora Straży Pożarnej zadzwoniła kobieta. Zdążyła tylko powiedzieć, że w Lutomiersku się pali. I rozmowa się urwała. Jak się później okazało, zgłaszająca zasłabła. Dyspozytorowi udało się zlokalizować numer, z którego dzwoniła kobieta i ustalić adres. Powiadomił Ochotniczą Straż Pożarną z Lutomierska i wysłał samochód z czterema strażakami z Pabianic. Przed płonącym domem stała kobieta w zaawansowanej ciąży. Na wszelki wypadek wezwano pogotowie. Lekarz zabrał ciężarną do szpitala. Z płonącego budynku strażacy musieli ewakuować męża gospodyni, który usiłował walczyć z ogniem. Jemu również zalecono hospitalizację, ale odmówił.
Co ustalili strażacy? Najprawdopodobniej z powodu niewłaściwej eksploatacji pieca lub kominka zapalił się pokój w domu jednorodzinnym. Ogień strawił dwie krokwie dachowe i metr kwadratowy desek. Opaliło się osiem metrów kwadratowych płyty kartonowo-gipsowej i pięć metrów kwadratowych desek. Straty oszacowano na 2.000 zł, ale mogły być większe, bo dom jest wart około 300.000 zł. Na szczęście udało się go uratować.