Wczoraj (17 czerwca) późnym wieczorem do dyżurnego policji zgłosił się zaniepokojony pabianiczanin. Jego 32-letnia córka wyszła rano z synkiem i nie wróciła do domu.
Kobieta miała odprowadzić dziecko do szkoły, ale tam nie dotarli. Gdy po południu nie wrócili do domu, mężczyzna zaczął ich szukać na własną rękę. Dzwonił
też na telefon komórkowy córki. Nie odbierała. Nie było ich u rodziny i znajomych.
Około godz. 20.00 mężczyzna zdecydował się prosić o pomoc w poszukiwaniach pabianickich policjantów.
– Wszczęto akcję poszukiwawczą ze względu na dziecko – mówi podkomisarz Joanna Szczęsna z pabianickiej policji. – Policjanci przeczesali Bugaj. Do poszukiwań użyto psa tropiącego, ale nie podjął tropu.
Z rozmów z krewnymi wynikało, że chłopiec chciał zobaczyć ZOO. Choć było już późno i  łódzki ogród zoologiczny był zamknięty, policjanci skontaktowali się z jego pracownikami. Przeszukali ZOO. Nie było tam zaginionych pabianiczan.
– Dziś rano zadzwoniła do dyżurnego mieszkanka ulicy PCK – opowiada policjantka. – Mówiła, że do drzwi jej domu dobija się jakaś kobieta. Była z dzieckiem.
Na miejsce pojechał policyjny patrol. Okazało się, że byli to poszukiwani: matka i syn.
- Z kobietą był utrudniony kontakt – dodaje policjantka. – Chłopiec opowiadał, że najpierw  długo chodzili po mieście, potem spali w krzakach.
Kobietę i chłopca przewieziono do szpitala. 8-latek po przebadaniu przez pediatrów zostanie oddany pod opiekę dziadkowi. Jego matka zostanie w szpitalu dłużej.