Pod koniec ubiegłego roku zmagania z ogromnymi pniami na chodniku przy ul. Mielczarskiego, pomiędzy Moniuszki a Dąbrowskiego, rozpoczęły się od zeszlifowania pniaków do poziomu gruntu. Po miesiącu ogrodzono pozostałości po drzewach biało-czerwoną taśmą i rozpoczęto wykopy. Przez kolejne półtora miesiąca przechodzących tamtędy "witały" zwały ziemi na chodniku i wygrzebane dziury w ziemi. Wreszcie ktoś zarządził, ze trzeba dokończyć robotę. Usunięto pozostałości po potężnych jesionach, ale przy okazji zerwano kostkę z części chodnika. Mieszkańcy ul. Mielczarskiego musieli więc brnąć w piachu po kostki, tudzież chyłkiem przemykać bokiem jezdni.
Wreszcie dzielni drogowcy ułożyli kostkę jak należy i chodnik stał się równy. Ale... zostały niewielkie ubytki w asfalcie, nad którymi po kilkunastu dniach "ulitowali" się panowie łatający ulicę Moniuszki i zalali je asfaltem.

Po trwającej ponad kwartał walce jezdnia i chodnik na ulicy Mielczarskiego nareszcie wyglądają tak jak powinny.