Navratri to nazwa festiwalu tańca, który w Indiach trwa przez 9 dni i nocy.
- Chcieliśmy urządzić to święto w Warszawie, ale okazało się, że najlepiej będzie, jeśli festiwal będzie w Pabianicach - mówi Bhagwan Dass Mamnani.
150 Hidusów tańczyło i bawiło się w restauracji Jubilatka przez jedną noc.
- W Pabianicach mieszka ponad tysiąc Hindusów. Z tymi co przyjeżdżają i wyjeżdżają nawet tysiąc pięćset. Ja przyjechałem tu 8 lat temu - dodaje Mamnani. - W Pabianicach bardzo nam się podoba. Robimy tutaj interesy. Prowadzimy hurtownie z tkaninami. Nawet pogoda nam się podoba, bo u nas w Indiach jest bardzo gorąco.
Pierwsza hinduska hurtownia tkanin powstała 10 lat temu w domu przy ul. Rzgowskiej. Prowadził ją Hindus, który mieszkał w Warszawie. Dziś takich hurtwoni są dziesiątki. Mają nawet swoją restaurację przy ul. Reymonta 2. Tradycyjne indyjskie potrawy gotuje tutaj Raju Sharma. Jego klientami są najczęściej jego rodacy.
- Polacy też przychodzą - mówi właściciel Golden Everestu.
W sobotni wieczór w bankietówce restauracji Jubilatka Hindusi ustawili ołtarz bogini Matki - Shakti. Nie pozwolili wchodzić w butach. Zapalili kadzidła i świece. Usiedli na dywanie i przez godzinę śpiewali hinduskie badżany (pieśni). Potem odprawili pudżdę (hinduską mszę). Na konic każdy mógł podejść do ołtarza, oddając cześć bóstwu. Gdy skończyli, poszli na duża salę tańczyć i jeść indyjskie smakołyki. Z Warszawy przyjechał nawet didżej, który puszczał indyjskie przeboje. Mężczyźni i kobiety tańczyli z dwoma kijami (dandiyas), którymi wystukiwali rytm, uderzajac jeden o drugi lub w kij partnera.