Helena Trzeszczak łatwego życia nie miała. Była tkaczką, potem harowała w pralni chemicznej.
- Żyłam jak każdy. Dużo pracowałam, wychowałam dwie córki i wnuki. Miałam bardzo dobrego męża - uważa.
Urodziła się w Pabianicach. Najdłużej mieszkała przy ul. Ossowskiego. Ma dwóch wnuków, wnuczkę i dwoje prawnuków. Świetnie gotowała i szyła. Teraz opiekuje się nią córka.
Najmilej wspomina uroczystość pięćdziesięciolecia ślubu.
- Z mężem Józefem dostaliśmy medale, była zamówiona msza święta - opowiada.