Dyrektorka biblioteki Marzena Sobala wytoczyła wojnę tym, którzy miesiącami, a nawet latami przetrzymują książki. Część zbiorów udało się odzyskać.

- Takie jest nasze prawo. Domagamy się zwrotu własności biblioteki – zaznacza pani dyrektor.

Czytelnicy, którzy nie zwracają książek w terminie, trafiają do rejestru dłużników.

- Wiadomo, że to nie dotyczy osób, które spóźnią się dwa tygodnie. Rozumiemy, że czasem może się coś wydarzyć i ktoś nie zdąży w terminie – zapewnia Sobala.

Do rejestru trafiają też ci, którzy nie zamierzają oddać książek. Tacy czytelnicy wypożyczają zazwyczaj nowości, bestsellery.

- Ich traktujemy najbardziej surowo. Dokładnie wiemy, które to osoby – dodaje dyrektorka. - Raz zdarzyło się nawet, że pan założył kilka kont w różnych filiach i wypożyczał książki, które później trafiały na rynek. Jego też udało nam się złapać.

Dzięki nowemu systemowi komputerowemu dane o dłużnikach z wszystkich filii spływają do oddziału przy św. Jana 10. Kilka razy w roku rozsyłane są do nich upomnienia.

- Nie mamy obowiązku wysyłania tych pism. Robimy to, bo chcemy odzyskać książki – zaznacza.

Co zrobić, kiedy otrzymamy takie upomnienie? Przede wszystkim jak najszybciej oddać książki do biblioteki.

- Wtedy mamy już czyste konto i kara nie rośnie dalej – tłumaczy Sobala.

W przeciwnym razie dług może zostać skierowany do windykacji. Obecnie na tej czarnej liście są 304 osoby. Średnio ich kara za przetrzymywanie książek to 70 zł. Dyrektor przypomina jednak o możliwości rozłożenia płatności na raty, a w wyjątkowych sytuacjach nawet umorzenia kary.

- Do każdej osoby podchodzimy indywidualnie. Ona sama deklaruje, w ilu ratach i jak wysokich chce spłacić karę – wyjaśnia. - Najważniejsze, żebyśmy odzyskali zbiory.

Sobala przyznaje jednak, że książki, które wracają do biblioteki po kilku latach zazwyczaj nie nadają się do użytku. Jeśli natomiast czytelnik zagubi wypożyczony tytuł, zgodnie z regulaminem musi – poza opłaceniem kary - zwrócić za niego pieniądze.

Co roku dzięki karom wpłacanym przez niesolidnych czytelników do kasy biblioteki trafia ok. 5.000 zł.

- Cała ta kwota jest przeznaczona na zakup nowości – mówi Sobala.

W naszym mieście z wszystkich filii Miejskiej Biblioteki korzysta blisko 9.000 czytelników. Odsetek tych, którzy przetrzymują książki, od lat jest mniej więcej na tym samym poziomie.

- To nie jest tak, że kiedyś nie było tych dłużników. Książki zawsze ginęły – zaznacza dyrektorka. - Teraz po prostu mamy możliwość ich odzyskania.