Po raz trzeci mieliśmy Festiwal Aut Amerykańskich organizowany przez pabianicki MOSiR.

Na zjeździe pojawiło się ponad 50 lśniących "amerykanów" z różnych stron Polski. Pośród zabytkowych maszyn sprzed 30 i 40 lat, można było obejrzeć także nowsze auta wyprodukowane w latach 90. ubiegłego wieku oraz po 2000 roku. Na terenie ośrodka MOSiR zameldowały się m.in. takie marki samochodów jak Buick, Chevrolet, Cadillac, Lincoln, Ford, Edsel oraz jedna z najstarszych - Oldsmobile.
Wiesław Majchrowski na festiwal przyjechał z miejscowości Strumień (niedaleko Cieszyna) swoim pięknym, zielonym chevroletem corvette z 1975 roku.

- Samochód sprowadziłem blisko półtora roku temu. Moc silnika wynosi 200KM. W tym kolorze stworzono jedynie 1.000 egzemplarzy chevroleta corvette. Tym bardziej jestem zadowolony z jego posiadania - mówi Wiesław Majchrowski, właściciel auta.

Jego pasja do wozów zza oceanu rozpoczęła się na początku lat 70. ubiegłego wieku, kiedy to założył własną firmę w branży motoryzacyjnej. Na początku był to zakład lakierniczy. Z czasem firma rozwinęła się wzbogacając swoją ofertę o usługi związane z wynajmem samochodów na uroczystości okolicznościowe oraz kompleksową restaurację samochodów zabytkowych.

- Aktualnie jestem posiadaczem około 40 pojazdów z całego świata. Głównie z pierwszego roku produkcyjnego - dodaje Wiesław Majchrowski, który na pabianickim festiwalu pojawił się po raz drugi, jednocześnie otrzymując nagrodę dla "Seniora zlotu".

Jedną z maszyn, która wzbudzała wśród zwiedzających największe zainteresowanie, był biały kabriolet cadillac eldorado convertible. Jego właścicielem jest Jarosław Jochemko z Pszczyny (woj. śląskie), u którego zainteresowanie amerykańskimi samochodami rozpoczęło się 6 lat temu.

- Kabriolet wyposażony jest w silnik o mocy blisko 190KM, pojemności 8,2 litrów oraz gaźnikowy układ zasilania paliwa. Po sprowadzeniu ze Stanów Zjednoczonych musiał przejść renowację - mówi Jarosław Jochemko, właściciel auta.

Eldorado convertible opuścił fabrykę samochodów marki Cadillac w 1976 roku.

- Był to ostatni rok produkcyjny tego modelu, który pojawił się na amerykańskich ulicach w liczbie 14.000 sztuk - dodaje Jarosław Jochemko.

Innym kabrioletem, który przyciągał wzrok zwiedzających, był czerwony chevrolet chevelle sprowadzony z USA w 2000 roku.

- Osiem długich lat zajęła mi renowacja tej wspaniałej maszyny. Wszystkie nowe części, które trzeba było zastąpić starymi, są oryginalne - mówi posiadacz kabrioleta z Łodzi.

Na terenie ośrodka oprócz "amerykańców" pojawiła się firma Garaż Czarodzieja (Sorcier Garage) specjalizująca się w artystycznym malowaniu m.in. motocykli, samochodów, kasków, felg i odzieży. Zaprezentowane zostały umiejętności aerografii oraz wybrane prace. Oczywiście nie zabrakło także należycie wyposażonego kateringu oraz straganów z pamiątkami.

Główną atrakcją festiwalu była parada legendarnych samochodów ulicami miasta. W asyście policji wszystkie pojazdy wyruszyły na miasto tworząc ponad kilometrowy pokaz amerykańskiej motoryzacji. Widok ogromnej długości sznura krążowników wzbudził wielkie zainteresowaniu wśród przechodniów oraz zablokowanych kierowców "zwykłych" aut. Każdy starał się uwiecznić tę chwilę wykorzystując do tego swój aparat cyfrowy w telefonie.

Zwieńczeniem parady była prezentacja wozów na parkingu Centrum Handlowego "Echo" przy ulicy Zamkowej 25. Przez ponad godzinę tysiące pabianiczan mogło dokładnie obejrzeć pojazdy z bliska, zajrzeć pod maskę oraz zrobić sobie zdjęcie siedząc za kierownicą kultowych maszyn.
Po powrocie na ośrodek MOSiR, organizatorzy przygotowali dla uczestników konkursy. Było klasyczne palenie gum, wyścigi na 1/5 mili, konkurs na seniora zlotu, najładniejsze zderzaki oraz najpiękniejsze auto.

Nie mogło także zabraknąć tradycyjnego ogniska, wokół którego zebrali się uczestnicy w celu ogrzania oraz upieczenia kiełbasek.

Finałową częścią festiwalu były dwa koncerty. Pierwszy na scenie pojawił się Krystian "Elwis" Maliszewski, który umilał czas wszystkim zgromadzonym śpiewając piosenki z repertuaru króla. Natomiast gwiazdą wieczoru była opolska kapela Manson Band, która po raz drugi miała przyjemność zagrać w Pabianicach, tworząc niesamowity klimat idealnie komponujący się z charakterem całej imprezy.