Fiatem marea, który w niedzielny poranek pędził trasą z Pabianic do Dobronia, jechało pięcioro nastolatków. Dwie dziewczyny i trzech chłopców. Wracali z imprezy – wszyscy wyprawiali swoje 18. urodziny. Do domów rozwoził ich Adam. Młodziutki kierowca dostał prawo jazdy zaledwie kilka miesięcy temu.
Świadkowie twierdzą, że fiat z Adamem za kierownicą pędził jak szalony. Wyprzedzał „na trzeciego”. O tej porze szeroka droga wydawała mu się absolutnie bezpieczną. Mylił się...
– Podczas wyprzedzania stracił panowanie nad kierownicą – mówi Lidia Kulesz z pabianickiej policji. – Zjechał z drogi i z dużą prędkością wpadł na drzewo.
Dochodziła godzina 5.20.
– Wezwano nas kilkanaście minut później – mówi brygadier Dariusz Jach z pabianickiej straży pożarnej. – Przy rozbitym samochodzie były już cztery karetki pogotowia ratunkowego i radiowozy policji.
Strażacy byli potrzebni, by „wyciąć” w blachach dostęp do uwięzionego pasażera i kierowcy. Cięli przednie drzwi i dach. Sprawdzili też, czy z instalacji rozbitego auta nie ulatnia się gaz (fiat był napędzany gazem).
Jeden z nastolatków ma otwarte złamanie nogi. Był operowany. Dziewczyny mają poważnie urazy kręgosłupów. Bartka z krwiakiem mózgu zawieziono do szpitala im. Kopernika w Łodzi.
Najcięższe obrażenia ma Sebastian. O jego życie walczą  lekarze szpitala wojskowego w Łodzi.
Za zdrowie ofiar wypadku będą się modlić uczniowie i nauczyciele II Liceum Ogólnokształcącego. Dwaj poszkodowani to uczniowie tej szkoły. W czwartek o 8.00 w kościele Najświętszej Marii Panny będzie odprawiona msza święta w ich intencji.
Sebastian i Bartek są piłkarzami Włókniarza Pabianice.
– Oddajemy krew dla naszych chłopców – mówi Jarosław Kosmala, prezes klubu.

***

więcej - w najwnowszym wydaniu Życia Pabianic z biedronką