Nocą z soboty na niedzielę 18-letni Bartłomiej odprowadzał do domu 17-letniego kolegę. Szli ulicą Konopnickiej.
– Zasiedzieliśmy się z chłopcami przy Internecie. Oglądaliśmy stronę Nasza-klasa.pl – tłumaczy ojciec Barłomieja. - Kolega syna mieszka dwa bloki dalej. Syn, który jest pełnoletni, odprowadzał go. Obaj oczywiście byli trzeźwi.
Chłopcy nie uszli daleko. 50 metrów od klatki schodowej nagle pojawił się strażnik miejski. Wyskoczył zza śmietnika.
- Bez pytania zamachnął się pałką i zaczął mnie okładać – opowiada Barłomiej. - Potem chciał mi podciąć nogi, ale się nie dałem. Wtedy krzyknął: „Na ziemię s…!” I znów pałką okładał mnie i Pawła. Gdybym się nie zasłonił ręką, miałbym zmasakrowaną twarz.
Bartłomiej ma ślady po 15 uderzeniach pałką. Na nogach ma pięć rozległych sińców. Taki ślad zostawia tonfa – długa i twarda pała, jaką noszą strażnicy miejscy.
- Syn jest chory na padaczkę. Bierze leki neurologiczne. Jestem przerażony i strasznie oburzony tym co się stało – mówi ojciec, który już skontaktował się z prawnikami.
Chłopak ma siniaki także na plecach, udach, rękach. Kilka mocnych ciosów spadło na jego głowę. W poniedziałek miał spuchnięte czoło, oko i dłoń.
– Gdy strażnik w amoku okładał chłopców, nadeszło kolejnych dwóch strażników – opowiada ojciec Bartłomieja. - Wtedy przestał bić. Wszystko to widział nasz sąsiad.
Ojciec nastolatka nie zamierza darować strażnikom. W poniedziałek rano zaprowadził syna do policyjnego lekarza, który opisał obrażenia. Szykuje pismo do prokuratury.
– Nie odpuszczę! – zapowiada. – Nie może być tak, żeby strażnicy bezkarnie bili normalnych ludzi. Stanu wojennego już w Polsce nie mamy!
W poniedziałek zdziwienia nie krył komendant strażników.
– Nic mi nie wiadomo o użyciu przemocy przez moich podwładnych – mówi Ryszard Brodala, komendant Straży Miejskiej.
W książce wydarzeń Straży Miejskiej jest tylko lakoniczna notatka o wydarzeniach niedzielnej nocy. Zupełnie inna niż relacja pobitych.
– O godzinie 2.00 zadzwoniła do nas kobieta z ulicy Cichej 39 – mówi komendant. – Prosiła o interwencję, bo grupa młodych mężczyzn hałasowała przed blokiem. Pojechał tam nasz patrol.


(więcej we wtorkowym wydaniu Życia Pabianic)