51 razy wozili urzędniczki z dokumentami. Jak taksówkarze. 246 razy konwojowali pieniądze z miejskiej kasy do banku. Jak ochroniarze. Aż 115 razy szli przy boku urzędnika ratusza, opieki społecznej lub komornika, kontrolujących obywateli. PO co? Żeby urzędnicy się nie bali. Tym w zeszłym roku zajmowała się Straż Miejska, która rocznie kosztuje nas 1.165.743 zł. Tyle idzie na ich pensje.
- Zrobili z nas gońców. Jednemu „ważniakowi” jeździliśmy nawet po wódkę – wyznaje strażnik miejski, który obawia się podać swoje nazwisko.
Strażnicy miejscy byli w zeszłym roku tak zarobieni, że zdążyli skontrolować zaledwie 5 ulic w Pabianicach: Lutomierską, Glebową, Widzewską, Rypułtowicką, 15. Pułku Piechoty “Wilków” i Podmiejską. Sprawdzali tam, czy właściciele domów mają szamba i co robią ze śmieciami. Patrol ekologiczny zdążył raz zajrzeć do lasu przy ul. Bocianiej. Natomiast mieli czas, by wozić urzędniczki wręczające wezwania poborowym i jeździć z wynikami głosowania podczas wyborów.
- Tylko garstka wychodziła na miasto na patrole – dodaje strażnik. - Reszta grzała tyłki w komendzie.
Czy strażnik mówi prawdę? W raporcie dla prezydenta Pabianic komendant Straży Miejskiej - Ryszard Brodala, nic o tym nie napisał. Nie ma tam również ani słowa o ochranianiu jednego z urzędników, który bawił się na dyskotece w Łodzi.
- Zawsze traktowali nas jak taksówkarzy. Ale trzeba przyznać, że kiedyś częściej odwoziliśmy do domów pijanych urzędników – dodaje szeregowy strażnik.
Czym jeszcze zajmowali się strażnicy? 195 razy mieli pogadanki w szkołach i przedszkolach. 98 razy pies strażników pomagał policjantom w wykrywaniu narkotyków. Do schroniska dla zwierząt przywieźli 245 bezpańskich psów, wyłapanych na ulicach Pabianic.
W Straży Miejskiej pracują aż 42 osoby! Ale w patrolach bierze udział tylko 20. Reszta to dyżurni (6 osób), patrol ekologicznych (2 osoby), zespół do fotoradaru (4 osoby), zespół ds. profilaktyki (3 osoby plus pies), główny specjalista straży (1 osoba) i sekretariat (1 osoba).
- Ci, którzy podlizują się szefom, siedzą na dyżurkach albo jeżdżą na patrole autami. Reszta chodzi w patrolach pieszych. Od lat strażnicy są podzieleni na lepszych i gorszych – mówi były strażnik.
W raporcie dla prezydenta nie ma słowa o pouczaniu właścicieli psów, którzy nie sprzątali po pupilach. Ani o tym, że część strażników nie ma szczepień i nie powinna zbliżać się do bezpańskich psów, które muszą wyłapywać.
- Część strażników utworzyła związki zawodowe i zapisała się do Solidarności – mówi wiceprezydent Jarosław Cichosz.
Życie Pabianic dowiedziało się, że związek zawodowy Solidarność założyli ci, którzy byli do brudnej roboty i najsłabiej wynagradzani. W sumie 11 osób.
– Po lekturze raportu przeprowadziłem rozmowę służbową z Adamem Marczakiem nadzorującym straż i komendantem Brodalą – mówi przewodniczący Rady Miejskiej Grzegorz Mackiewicz. – W 11 punktach spisaliśmy zmiany, które mają spowodować nawet dwukrotne zwiększenie patroli. To są radykalne zmiany, bo straż powstała po to, by dbać o bezpieczeństwo mieszkańców, a pogadanki i konwoje miały być tylko marginalną częścią jej działalności.
Na biurko komendanta Brodali w zeszłym tygodniu trafiło pismo z ratusza. Zgodnie z nim straż ma przejść reorganizację. Prawie wszyscy strażnicy, zamiast siedzieć w komendzie przy Narutowicza 31, będą musieli wędrować po mieście.
- Od marca dzielimy miasto na 15 kwadratów i robimy przeczesanie całą armią ludzi w ramach akcji sprzątanie. Wprowadzamy też nowy harmonogram pracy. Będzie więcej patroli – obiecuje Brodala.
Komendantowi zalecono zlikwidować delegaturę SM przy ul. 3 Maja i przenieść ją do szkoły na Bugaju. W delegaturze na dworcu kolejowym strażnicy głównie się nudzą. Przez kilka miesięcy nie wiedzieli gruzu, który leżał pod oknami ani połamanej reklamy na skwerku przy postoju taksówek. Zauważyli to dopiero wtedy, gdy zdjęcia bałaganu pokazaliśmy w Życiu Pabianic.
- To prawda mieli nas na posyłki. Dostawałem telefon z ratusza i musiałem dawać samochód z kierowcą. Byłem między młotem i kowadłem – tłumaczy się komendant. - Mikrofony i głośniki na sesje woziliśmy. Najbardziej ans wściekało, gdy musieliśmy rozwozić dokumenty dla radnych przed sesja. Bo jak radnych nie było w domu, to jeździliśmy po kilka razy, żeby oddać do rąk własnych.

RAMKA:
Kiedy na początku lat 90. powoływano Straż Miejską w Pabianicach, mundurowi mieli takie zadania:
pomagać mieszkańców (zwłaszcza starszym i dzieciom) bezpiecznie przechodzić przez ruchliwe ulice,
pilnować porządku na ulicach, w parkach i między blokami,
upominać tych, którzy zaśmiecają miasto i źle parkują samochody,
upominać właścicieli psów, by sprzątali po zwierzętach,
pomagać policji w patrolowaniu miasta.