Malec próbował wdrapać się na kratę balkonu bloku przy ul. Skłodowskiej 19. Niewiele brakowało, a spadłby z wysokości drugiego piętra. Mocno rozebranym chłopczykiem zainteresowali się przechodnie.
Wezwali policję. A policjanci sprowadzili strażaków, bo do mieszkania nie można było się dostać. Nikt nie odpowiadał na stukanie w drzwi. Dlatego potrzebna była strażacka drabina. Dochodziła godzina 18.00.
- Malec wykorzystał nieuwagę dorosłych i wyszedł na balkon - opowiada dyżurny strażak. - Drzwi zatrzasnęły się za nim.
Chłopczyk nie musiał korzystać z nieuwagi dorosłych, bo dorośli kompletnie się nim nie zajmowali. Babcia, która miała go pilnować, jest zniedołężniała. A ciocia, która miała pomagać babci, była pijana jak bela.
- Była w stanie upojenia alkoholowego - precyzuje nadkomisarz Sławomir Komorowski z pabianickiej policji.
Andrzejek pojechał do szpitala.
- Jest przeziębiony - mówi doktor Dorota Kardas-Sobantka, ordynator oddziału pediatrycznego w szpitalu. - Pozostanie jakiś czas u nas.
W poniedziałek sąd rodzinny miał rozstrzygnąć, co zrobić z chłopczykiem.