Jacek (34 lata) utonął w jeziorze Gopło, Gerard (31 lat) - w stawie na Lewitynie. Przywieziony do szpitala z wypadku w Chechle Tomasz (20 lat) zmarł 3 tygodnie później, nie odzyskując świadomości. Agnieszka (20 lat), Katarzyna (20 lat), Justyna (19 lat) i Tomasz (20 lat) zginęli w wypadku samochodowym w Żyrardowie.


***
JACEK

Trzech kolegów pojechało z żonami nad Gopło, by odpocząć nad wodą. Mieli zamiar wędkować i dobrze się bawić. Wypili kilka piw, zanim łódką wypłynęli niemal na środek jeziora. Wtedy Jacek M. stanął na łódce i zaczął nią kołysać. Nie była to rozsądna zabawa. Stara drewniana łajba szybko nabrała wody i poszła na dno. Trzej mężczyźni musieli się ratować, płynąc wpław. Do brzegu mieli kilkaset metrów. Jacek płynął pierwszy. Płynęli wolno, pomagając sobie, gdy któryś tracił siły. Jacek nie czekał na nich. Widzieli jak zniknął pod wodą. Już nie wypłynął.


***
GERARD

Z Lewityna strażacy wyłowili ciało Gerarda M. Miał 31 lat.

- Przyczyną zgonu było najprawdopodobniej utonięcie - mówi starszy sierżant Andrzej Baczyński z pabianickiej policji. - Sekcja zwłok nie wykazała udziału osób trzecich.

Klienci ogródka piwnego na Lewitynie kilka dni wcześniej widzieli mężczyznę wchodzącego w ubraniu do wody. Była noc. Tym mężczyzną mógł być Gerard. Śledztwo zostało zamknięte. Z jego wynikiem nie zgadzają się przyjaciele Gerarda.

- Ktoś mu groził. Został niedawno pobity. Dostawał pogróżki - mówi jeden z nich. - Zresztą bał się panicznie wody. Nie mogę uwierzyć, że sam wszedł do stawu.

Gerard był częstym bywalcem pabianickich barów i pubów.


***
TOMEK

Pogrzebu 20-letniego Tomka O. jeszcze nie było. Urna z jego prochami stoi w domu. Na mszę pożegnalną przed spopieleniem zwłok przyszło kilkaset osób.

- To był wyjątkowy chłopak. Mądry, pracowity, dobrze się uczył. Nigdy rodzice się na niego nie skarżyli - mówi przyjaciółka rodziny.

Tomek studiował na Politechnice Łódzkiej. Interesował się komputerami. W wolnych chwilach szlifował język angielski. Ojciec - znany pabianicki tapicer, chciał mu oddać zakład. Dlatego Tomek oprócz nauki w szkole i na studiach zgłębiał techniki tapicerstwa. Dwa lata temu został czeladnikiem. Wiódł beztroskie życie do 26 lipca, gdy o godz. 8.00 samochód bmw potrącił w Chechle jego mamę, Danutę, jadącą poboczem na rowerze. Dwie godziny później Tomek i jego siostra Kasia wracali z pabianickiego szpitala od mamy. Zatrzymali się przy środkowej linii jezdni - chcieli skręcić w lewo. Wtedy z ogromną szybkością najechał na nich z tyłu pędzący od Pabianic fiat ducato. Zepchnął seicento na lewą stronę jezdni - wprost pod koła opla. Kierowca nie zdążył wyhamować i uderzył w bok samochodu Tomka. 32-letnia Katarzyna Ś. miała obrażenia głowy, klatki piersiowej, miednicy i prawej stopy. Tomek był w bardzo ciężkim stanie. Miał poważny uraz głowy i złamaną kość udową. Był nieprzytomny.

- Wierzę, że jeśli czegoś się tak bardzo pragnie, to się czasami spełnia. Jeśli wielu ludzi będzie chciało, by Tomek został z nami, to może tak się stanie - miał nadzieję Paweł O., ojciec Tomka.

Tomek nie odzyskał świadomości. Jego ciało zostało spopielone 18 sierpnia.


***
AGNIESZKA, KASIA, JUSTYNA, TOMEK

Po północy 25 lipca pięcioro młodziutkich pabianiczan wracało fiatem seicento z Warszawy. Droga, którą jechali, w Żyrardowie traci pierwszeństwo. 20-letnia Agnieszka S. nie zauważyła znaku "stop" i wjechała w bok ciężarówki z przyczepą. Dwie dziewczyny i chłopak zginęli na miejscu. Trzecia dziewczyna umarła w drodze do szpitala. Z wypadku ocalał jedynie 20-letni Przemysław.

- Auto płonęło, bo uderzyli w zbiornik z paliwem ciężarówki - relacjonował komisarz Robert Szufliński, szef sekcji kryminalnej w Komendzie Powiatowej w Żyrardowie.

Justyna miała 19 lat, Katarzyna - 20, Agnieszka - 20, Tomasz - 20.

- Śmierć tak młodych ludzi to ogromna wyrwa w sercach ich bliskich - nad grobami mówił ksiądz Jacek Gasiński, nowy proboszcz parafii Najświętszej Marii Panny.

Agnieszka i Katarzyna pisały maturę rok temu w liceum katolickim św. Wincentego a'Paulo.

- To były wspaniałe dziewczyny: mądre, bardzo dobre uczennice - wspomina Waldemar Flajszer, wieloletni dyrektor liceum i ich nauczyciel.

Agnieszka studiowała filologię angielską. Kasia była na prawie. Tomek zdał w tym roku maturę w Zespole Szkół nr 1. Chciał studiować. Justyna ukończyła II Liceum Ogólnokształcące.

Masakrę przeżył tylko Przemek. Siedział obok Agnieszki, która kierowała fiatem. Przez dwie godziny operowali go lekarze w pabianickim szpitalu. Asystowała mama Przemka - instrumentariuszka na bloku operacyjnym od 22 lat.

- Syn czuje się dobrze. Opiekuje się nim psycholog - mówi pani Elżbieta, mama Przemka.


***
ŚMIERĆ NA JASNEJ GÓRZE

---------------
Jeden z pielgrzymów nie wrócił z tegorocznej pielgrzymki do Częstochowy.
---------------

Zwłoki 62-letniego Kazimierza K. odkryli pielgrzymi wczesnym rankiem w piątek 27 sierpnia. Znaleźli go w przyczepie stara zaparkowanego przed Domem Pielgrzyma w Częstochowie. Mieszkaniec Łaskowic był uczestnikiem pabianickiej pieszej pielgrzymki na Jasną Górę.

- To był dzień naszego wyjścia z Częstochowy - mówi Aleksandra Szczepanek, pielgrzymująca z Pabianic. - Około godz. 5.00 rano mieliśmy mszę. Ktoś nagle wywołał z kościoła księdza Czarka, kierownika pielgrzymki. Mówiono, że ktoś zasłabł. Dopiero po mszy dowiedziałam się o tragedii. Za mojego pielgrzymowania były już trzy takie smutne przypadki.

Ksiądz Cezary Kokociński z Najświętszej Marii Panny pobiegł na parking.

- Na miejscu była już policja - mówi. - Nic więcej nie powiem, bo sam też nic nie wiem. Czekam cały czas na wiadomości z Częstochowy.

- Prokurator zarządził sekcję zwłok - mówi Joanna Lazar, rzecznik prasowy częstochowskiej komendy. - Dopiero jej wyniki pozwolą nam ocenić, czy zgon nastąpił z przyczyn naturalnych.