Grzegorz Janczak jest dyrektorem Miejskiego Zakładu Pogrzebowego. Zatrudnia u siebie żonę, która szefuje kwiaciarni cmentarnej.
– Nie wiem, czy był w pracy, czy po pracy. Ma czas nienormowany, ale powinien codziennie pracować osiem godzin – informuje wiceprezydent Grzegorz Mackiewicz.
Mackiewicz nadzoruje pracę tego zakładu. Od razu zażądał od Janczaka grafiku pracy. Niestety, Janczak plątał się w zeznaniach. Raz mówił, że był w robocie od 8.30, a za chwilkę już twierdził, że pracował od 7.00. Jak tego dnia pracowała jego żona, trudno dziś ustalić. Bo jej szef, czyli mąż, przekonywał, że od 7.00. Tylko jak zdążyli w ciągu pół godziny dojechać z cmentarza do Carrefoura, zrobić gigantyczne zakupy i odstać swoje do kasy, by o godz. 15.40 już dojeżdżać wózkiem z zakupami do auta?
– Proszę przygotować mi, jak w poszczególne dni tygodnia jest pan w pracy. Każde prywatne wyjście na kwadrans czy na godzinę proszę mi zgłaszać. Tak robią kierownicy innych zakładów budżetowych i naczelnicy – wydawał polecenia w rozmowie telefonicznej Mackiewicz.

Prezydent Zbigniew Dychto zdziwił się, że niektórzy z jego kierowników mają tyle czasu, żeby w godzinach pracy wychodzić na zakupy.
– Ja do osiemnastej tu siedzę i jeszcze papiery do domu zabieram – tłumaczył. – Sprawdzę, jak pracują i kiedy wychodzą inni.
Nie pierwszy raz dziennikarze Życia Pabianic spotykają urzędników w godzinach pracy na zakupach lub na obiadkach. Obładowane siatkami urzędniczki bez skrępowania krążą po korytarzach urzędów i zakładów budżetowych.