Dziewczynkę ktoś podrzucił do okna życia w Pabianickim Centrum Medycznym 6 lipca.

- Ma kilka dni, jest w bardzo dobrym stanie, zdrowa – opowiadał wtedy Życiu Pabianic Adam Marczak, kierownik działu marketingu z Pabianickiego Centrum Medycznego.

Pisaliśmy o tym TUTAJ.

Ze względu na datę przyjęcia dziecka, pielęgniarki nazwały dziewczynkę Dominika. Już po 12 dniach noworodek trafił do Tuli Luli, ośrodka preadopcyjnego w Łodzi. Przebywają tam dzieci od urodzenia do 1. roku życia. Część z nich, jak właśnie Dominika, ma uregulowaną sytuację prawną, dlatego szybko trafia do adopcji. 

- 26 września sąd wydał postanowienie o umieszczeniu dziewczynki w rodzinie preadopcyjnej, czyli takiej, która spełnia przesłanki do adopcji i może dziecko przyjąć – wyjaśnia Jarosław Grabowski, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. - 14 listopada sąd podejmie decyzję, czy dziewczynka zostanie przez tę rodzinę adoptowana.

 Ośrodek „Tuli Luli” powstał w październiku 2016 roku w łódzkiej Fundacji Gajusz. Trafiają tam maluszki oczekujące na adopcję. Mają tu jak w domu – sale zabaw, łóżeczka, zabawki.

W ośrodku działają opiekunki, wolontariusze i wolontariusze akcyjni. Dwie pierwsze grupy zajmują się bezpośrednią opieką nad dziećmi, tak jak w domu: przytulają, karmią, przewijają, kąpią, chodzą na spacery, bawią się, układają do snu. W razie potrzeby zawożą dziecko do lekarza lub dyżurują przy jego łóżeczko, jeśli jest w szpitalu. Specjaliści, czyli psycholog, terapeuta, rehabilitant i logopeda zajmują się terapią maluszków. Wolontariusze akcyjni zajmują się pracami porządkowymi - prasują dzieciom ubranka, układają, odkurzają, odkażają zabawki.

Dominika była drugim dzieckiem, które zostało pozostawione w pabianickim oknie życia. Pierwsze (chłopiec) trafiło tam w maju 2015 roku. Okno życia działa w szpitalu od 2011 r.  Znajduje się w budynku 1C nisko przy ziemi, od strony pogotowia. Otwiera się z dwóch stron – od ulicy i od wewnątrz. W środku zamontowana jest wentylacja i ogrzewanie. Dzieci można położyć w szklanej wanience, na materacu i kocu. Gdy trafia tam dziecko, w dyżurce pielęgniarek odzywa się alarm. Do tej pory dzwonił kilkanaście razy w przypadku fałszywych alarmów. Dwa razy – w uzasadnionych.