To, co tego dnia wyszczekała suczka Mika, przetłumaczyła i spisała jej pani Alicja Dopart

Ja, Mika, urodzona 20 stycznia 2006 roku w pabianickim schronisku dla zwierząt pod nr. 881, 30 kwietnia trzy miesiące później wybrałam sobie moją panią łapiąc ją za rękę. I już nie puściłam. Jestem mieszańcem z pasterskim berneńczykiem, genetycznie bez ogonka, ale za to z gęstą, złotą firaneczką i pięknymi długimi wąsami.

Od tego czasu jesteśmy nierozłączne. Kocham moją panią a ona mnie też, jestem tego pewna, bo to widać. Jestem dobrze wychowana, witam i żegnam gości na cztery łapki. Potrafię wyszczekać sobie wszystko: wodę, karmę, spacer i w tym jestem dobra. Witam gości bardzo serdecznie i żegnam najlepiej po godzinie, bo wtedy przypominam szczekaniem, że nadeszła pora wyjścia, porządek musi być i ja go pilnuję. No może i jest nieraz rano cały pokój w papierze toaletowym, ale ja też muszę mieć zajęcie...

To ja piłam kawę z cukrem z Panem Prezydentem, bo interesują mnie sprawy miasta. W tym jesteśmy z moją panią podobne. Mówią też, że mamy takie same czarne oczy i po cztery kły. Na Ranczo 2 (skwer przy Szarych Szeregów) ciągle coś debatują, a to brudno, płytki wystają, niedokończone ścinanie drzew, a ja muszę chodzić i sprawdzać. I ciągle przez to mam pełne łapy roboty. A pani Hala z prokuratury mówi, że głosowała na pana Mieszkalskiego, bo obiecał skwer marzeń, a ona zmieniła okulary i dalej nic nie widzi. A moja pani mówi, że spełnił obietnicę, bo marzenia zostały nadal. No to jak to jest? Dziwny jest ten świat. Co nie?

W każdą niedzielę o 11.00 na I piętrze u Teresy pijemy kawę (z cukrem) i babeczką, co mogą potwierdzić sąsiedzi słysząc, jak się puszę i rozmawiamy o sprawach tego dziwnego świata. Dziwny jest ten świat i ludzie jakby inni, ale nasz świat jest otwarty, przyjazny ludziom, zwierzętom i przyrodzie. Moja pani ma rwę i rzadko się daje wyprowadzać na spacer. Ja jestem uparta i wyprowadzam innych, ale lubię krótkie spacery, przy Aptece siadam i dalej „przemieszczam się” na rękach albo hyc, szeleczki idą dalej na smyczy, a ja wracam sama do domu. Największą władzę ma nad domem p. Ania, sąsiadka. bo jak tylko wchodzi, już wiem, że postawi na swoim. Muszę jej słuchać, żartów nie ma. Ale jest fajna i głaszcze mnie.

Bardzo lubię dzieci. Od młodości już pracowałam. Codziennie o 15.00 chodziłam z moją panią do przedszkola na Moniuszki po Paulinkę. Tam obowiązkowo chwilkę pobawiłam się z dziećmi, wygłaskały mnie zawsze do gołej skóry i wracałyśmy do domu. Tu psociłyśmy obie, nim przyszła mama Paulinki. Byłam członkiem jury do tańca i śpiewu, a moja pani pilnowała mnie, bym nie miała wyrwanych w tańcu łapek Pilnowałam podwieczorku, słuchałyśmy bajek, a nieraz i w trójkę zasypiałyśmy na tapczanie.

Nie lubię krzyków, ludzie powinni się porozumiewać przyjaźnie, mają przecież rozumy. Co, nie? Ja szczekam raz i pani mówi – Cicho bądź, zaraz ci dam – i czekam. I mówi do mnie – Proszę, zejdź; proszę, wejdź – a ludzie do siebie tak nie mówią. Lubię grać z Terenią w nogę i rzucać pajacyka albo lalkę za tapczan. Wtedy ona musi się napracować, by ją zza niego wyjąć. No co? Ma też gimnastykę!!! Po mojej pani mam też gadulstwo. Mogłabym jeszcze dużo, dużo mówić, co robię, kogo lubię, co naprawić w mieście. Ale kogo to interesuje, jak wygląda miasto. Każdy mówi, że nic się nie robi, ale każdy też nic nie robi nawet koło swojego domu. To czemu się nie wezmą do roboty? Co nie? A potem my psy wchodzimy w te brudy.

Chwalę zawsze inż. Pietrzaka, patrona skwerku przy Szarych Szeregów za jego „alejkę dla psów”, ale w tym roku nie ma torebek przy wyjściu i kosza na odpadki. I co? Znowu winne psy! A ja jestem bardzo czysty pies. Po powrocie ze spaceru jestem zawsze myta i wtedy wpadam w „dzikiego psa” niszcząc cały ułożony tapczan.

Podaję łapkę pokojowo, kłaniam się Redakcji i Czytelnikom i proszę: Kochajcie nas!

 

P.S. Moja pani mówi, że nie śpi ze mną, bo to niehigieniczne – dlatego ja śpię z nią. Gdy zaśnie, to ja hyc na tapczan i już jesteśmy razem.