Piątkowy dyżur był ostatnim dniem pracy doktora Marka K.- jednego z ginekologów. Tuż po godz. 20.00 bez zażenowania lekarz ten przechadzał się chwiejnym krokiem po oddziale. Beztrosko rozmawiał z pacjentkami. Nie bał się, że poczują od niego zapach alkoholu.
- Z takim pracownikiem trzeba się rozstać – mówi dyrektorka. - To jest szpital. W każdej chwili interwencja lekarza mogła okazać się niezbędna.

(więcej w najnowszym Życiu Pabianic)