Adam Piastoński z ul. Widzewskiej nie chce zatruwać Dobrzynki. Z tego powodu przez dwa lata procesował się z Urzędem Miasta Pabianic. Urzędnicy upierali się, że musi paskudzić rzekę.

- Już w szkole podstawowej uczono mnie szacunku dla naturalnego środowiska, zwłaszcza dla rzek - tłumaczy Piastoński, z wykształcenia rolnik. - W moim gospodarstwie nic się nie marnuje. Ze zwiędłych roślin robię kompost, obornikiem użyĽniam pole. Nie mogłem pozwolić, by nieczystości z mojego gospodarstwa były wylewane do Dobrzynki, parę kilometrów stąd.

Tak zatruwamy rzekę

Brudy z Pabianic i okolic od niepamietnych czasów spływają do Dobrzynki. Zlewnia ścieków jest w pobliżu Łaskowic. Z ogromnych beczkowozów prywatnych i miejskich asenizatorów ścieki spływają tam do wybetonowanej dziury w ziemi. Stamtąd wpadają wprost do rzeki. Za zatruwanie Dobrzynki miasto płaciło wysokie kary. Odkąd zaczęto układać grubą rurę, którą miejskie brudy będą płynąć do oczyszczalni ścieków w Łodzi, nakładanie kar wstrzymano.

Tymczasem urzędnicy ratusza upierali się, że każdy rolnik musi podpisać umowę na wywożenie odpadków z gospodarstwa. I za to wywożenie musi płacić.

- Pan Piastoński nie miał takiej umowy, dlatego skierowaliśmy sprawę do kolegium. Działaliśmy zgodnie z prawem - uważa Jerzy Wójcik, strażnik miejski. - Naszym obowiązkiem jest kontrolowanie, czy pabianiczanie mają podpisane umowy na wywóz nieczystości.

- Proces ciągnął się i ciągnął. Najpierw stawałem przed kolegium do spraw wykroczeń, potem było kilkanaście rozpraw w Sądzie Rejonowym i pięć razy wzywano mnie do Sądu Grodzkiego - wylicza Piastoński.

Wolno nie niszczyć!

Po dwóch latach sąd powołał biegłego - specjalistę od uprawiania ziemi. Stwierdził on, że pole Piastońskiego może być nawożone obornikiem i odpadami z szamba. Rolnik z Widzewskiej nie musi więc podpisywać umowy na wywóz nieczystości.

- W końcu zapadł wyrok korzystny dla mnie - cieszy się Piastoński. - Nie muszę przykładać ręki do zanieczyszczania Dobrzynki. Wciąż jednak nie rozumiem, dlaczego tak długo to trwało i po co było wydawać pieniądze na biegłego, by orzekł, że rolnik może obornikiem nawozić własne pole.

Adam Piastoński jest zadowolony z wyroku. Nie zamierza odwoływać się, choć musi zapłacić karę - 50 zł. Ukarali go za to, że... nie pokazał strażnikom dowodu osobistego.