Ze wstrząśnieniem mózgu i krwiakiem w głowie Arkadiusz J. leży na chirurgii pabianickiego szpitala.

- Wszedłem po północy do pubu Remiza przy ulicy 20 Stycznia i zamówiłem małe piwo z sokiem - mówi. - Siedziałem przy barze ze znajomymi. Było sporo osób. Nie zdążyłem dopić, gdy oberwałem w głowę.

Pamięta, że upadł na podłogę i na chwilę stracił przytomność. Gdy z pomocą koleżanek pozbierał się, usłyszał jak jego oprawca krzyczy: „Dajcie mi siekierę!". Gdy otworzył oczy, stał nad nim mężczyzna z siekierą. To był Roman G. - znany w mieście knajpiany „bramkarz".

Jednemu z gości udało się przekonać Romana G., by oddał siekierę. Pobitego wyprowadzili znajomi. W domu Arkadiusz J. zatamował krwotok z rozciętej głowy i położył się do łóżka.

- Rano wymiotowałem, źle się czułem - wspomina. - Pierwszy raz ktoś mnie uderzył w twarz. Na dodatek tak mocno. Nie wiedziałem, co mam robić

Dopiero w niedzielę pojechał do komendy policji.

- Dyżurny powiedział, że sobie z niego jaja robię. A ja tylko opowiedziałem, że groził mi facet z siekierą - mówi pobity. - Odesłał mnie na pogotowie.

Lekarze prześwietlili głowę Arkadiusza J. i położyli go na chirurgii. Badanie tomografem komputerowym wykryło krwiak.

- Romek od zeszłych wakacji nie pracuje u mnie jako ochroniarz. Tego dnia był prywatnie - tłumaczy Karol Suchocki, właściciel Remizy. - Nie wiem, czemu barmanki nie wezwały policji ani Argusa. W lokalu byłem dopiero na zamknięcie, około godziny trzeciej w nocy. Wtedy widziałem Romka. Był kompletnie pijany.

W sierpniu zeszłego roku Roman G. napadł na Agnieszkę Sz., która szła ul. Świętokrzyską. Uderzył ją i wyrwał telefon komórkowy. Był aresztowany na 3 miesiące. Pod koniec listopada wyszedł na wolność.

Rok temu pięściami i nogami „wymierzył sprawiedliwość" złoczyńcy, który jego dziewczynie ukradł telefon komórkowy. Bandyta miał wstrząśnienie mózgu.

- Moim zdanie Roman G. przekroczył granice obrony koniecznej - stwierdziła wtedy prokurator Halina Koziara.

Roman G. ma 28 lat.