Z  jakimi  sprawami  podczas  epidemii  mieszkańcy  Pabianic  dzwonią  do  prezydenta?

- Wiele osób prosiło o otwarcie targowisk. Pytano, czy można handlować kwiatami przed cmentarzem, kiedy będzie otwarty Lewityn, kiedy skończy się remont krytej pływalni i otworzymy basen. Zgłaszano mi, gdzie lokatorzy spalają śmieci w domowych piecach. Kilka osób miało problemy z odbiorem odpadów. Pytano też o zwolnienia z podatków. Pytań o mieszkania było mniej niż zwykle.

Jakie  pytania  były  najtrudniejsze?

- Dlaczego rodzinie nie wolno wejść do szpitala, by pożegnać się z umierającym ojcem czy matką.

I  co Pan  odpowiadał?

– Z bólem serca odmawiam. Gdy o północy kładę się spać, przed snem rozmyślam, czy tego dnia wszystko zrobiłem jak należy.

Czy  wzorem  innych  miast  w  Polsce,  w  Pabianicach  będą  dezynfekowanie  ulice  i  przystanki  autobusowe?

- Nie mamy zamiaru dezynfekować ulic i lać płynu na chodniki albo trawniki. Nasze służby regularnie dezynfekują wiaty przystankowe i tablice ogłoszeń. Pabianiczanie są odpowiedzialni, podczas epidemii stosują się do zaleceń. Gołymi rękami nie dotykają poręczy, klamek, przycisków. To wystarczy.

Nasz szpital,  a właściwie  całe Pabianickie  Centrum Medyczne,  podczas  epidemii  nieźle  sobie  radzi.  Na  walkę  z  koronawirusem  miasto  wydało  do  tej  pory  200 tysięcy zł.  Czy  to  wszystko?

- Dodatkowe 100 tysięcy wydaliśmy na nowe drzwi do szpitala. Założyliśmy w nich blokady, by niepowołane osoby nie weszły do szpitala niepostrzeżenie. Kupiliśmy i przekazaliśmy szpitalowi maseczek, rękawiczki, płyny dezynfekcyjne. Samych maseczek jest około 17 tysięcy.

Była  pomoc  z  zewnątrz?

- Już w pierwszych dniach epidemii dwóch przedsiębiorców pytało, jak mogą pomóc. Przekazali spore pieniądze na szpital. Dziś mamy około 30 darczyńców. Ludzie zachowali się fantastycznie. To była bardzo potrzebna pomoc.

Ile  małych  firm   naszym  mieście  już  upadło, ile zawiesiło  działalność?  Czy  Urząd  Miejski  wie,  jaka  jest  skala  gospodarczego  upadku  prywatnych  przedsiębiorstw?

 - Fakt zamknięcia działalności zgłosiło niewiele firm. Więcej firm poinformowało nas o zawieszeniu działalności. To około 30 procent ogółu zarejestrowanych. Zawiesiły działalność głównie firmy fryzjerskie, kosmetyczne, gastronomiczne i szkoleniowe.

Ile firm skorzystało pabianickiej  „tarczy  antykryzysowej?

- Nasza „tarcza” dopiero się rozkręca, działa od dwóch tygodni. 19 wniosków o umorzenie przedsiębiorcom lokalnych podatków już rozpatrzono pozytywnie na kwotę 350 tysięcy złotych. Bardzo dużo wniosków o umorzenia czynszów wpływa do Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. Zgłaszają się lokatorzy domów komunalnych i właściciele firm wynajmujący od nas lokale użytkowe. Takich wniosków dostajemy 5-6 dziennie. Są też wnioski o odstąpienia od opłat za żłobki i przedszkola. Do tej pory wniosków o pomoc w tym kryzysie wpłynęło na kwotę 1,6 miliona złotych.

Zobowiązał  Pan do  oszczędzania  podległe  miastu  szkoły,  przedszkola  i  dom  kultury.  Dyrektorzy  mają  ciąć  wydatki  o osiem  procent.  Na  czym  da  się  zaoszczędzić?  Będą  zwolnienia  pracowników?

- To prawda, że poprosiłem kierowników naszych zakładów, spółek i jednostek o zmniejszenie wydatków o 8 procent. Mają wolną rękę, jak to zrobić. Na pewno nie będą przyjmować do pracy, nie będzie podwyżek płac, premii i dodatków specjalnych. Wszyscy pracownicy muszą wykorzystać urlopy bieżące i zaległe. Trzeba zrezygnować z wielu zakupów i remontów.

W  jaki  sposób  będą łatane dziury  budżecie  Pabianic?

- Na razie bardzo oszczędzamy. Może w przyszłości trzeba będzie pomyśleć o podniesieniu cen biletów autobusowych. Miejski Zakład Komunikacyjny jest „pod kreską”. Podczas epidemii autobusami jeździ o blisko 90 procent mniej pasażerów.

To  może  ograniczyć  kursowanie  autobusów?

- Nie chcemy tego robić. Mam świadomość, że pabianiczanie muszą dojechać do pracy i do domu. Otwarcie targowisk spowodowało, że pasażerów autobusów jest trochę więcej, choć wciąż obowiązuje zasada, że autobus może przewieźć połowę dozwolonej liczy pasażerów. Wkrótce pewnie będziemy musieli się zastanowić nad całym systemem transportu miejskiego w Pabianicach.

rozmawiała: Grażyna Grabowska

więcej - w papierowym wydaniu "Życia Pabianic"