Zastępczyni dyrektora Zakładu Gospodarki Miejskiej - Aleksandra J. została zatrzymana 25 minut po wpadce jej szefa. Jedna ekipa policji „upolowała" dyrektora Krzysztofa K. na ulicy Konopnickiej. Jechał pijany (1,5 prom. alkoholu we krwi) seatem toledo. Wtedy dopiero wyjechała z komendy druga ekipa - do ZGM przy ulicy Warzywnej. Dlaczego radiowóz wcześniej nie pojechał na Warzywną? Bo policja nie była pewna, czy donos na pijanych dyrektorów jest prawdą. Przyłapanie Krzysztofa K. na gorącym uczynku mocno uwiarygodniło informacje donosiciela.

Gdy około godziny 13.30 policjanci zatrzymali na Konopnickiej samochód dyrektora i poprosili go o prawo jazdy, poczuli silną woń alkoholu. Krzysztof K. musiał oddać kluczyki do seata. Auto pojechało na policyjny parking, a dyrektor - na dwie nocki do aresztu w komendzie.

W tym czasie wicedyrektorka Aleksandra J. cichutko „urzędowała" w swym gabinecie. Unikała spotkań z pracownikami i kontrahentami, bo była jeszcze bardziej pijana niż jej szef. Dostępu do gabinetu strzegł sekretariat. Około godziny 13.55 przyjechali policjanci. Od razu kazali pani dyrektor dmuchnąć w alkomat. Wynik testu był zdumiewający - prawie 2 promile alkoholu w organizmie. W takim stanie niektórzy zapominają własnego nazwiska. Aleksandra J. nie miała siły tłumaczyć się.Policjanci zabrali ją do komendy, gdzie spisali kolejny protokół. Pani dyrektor upierała się, że piła zeszłej nocy - a nie w pracy. Radiowozem zawieziono ją do domu. Za nietrzeźwość w miejscu pracy odpowie przed Sądem Grodzkim. Może zapłacić grzywnę albo dostać wyrok pozbawienia wolności.

Tymczasem dyrektor Krzysztof K. trzeźwiał w policyjnej izbie zatrzymań. Póki był pijany, nie można było spisać jego zeznań. W środę Krzysztof K. twierdził przed sądem, że nie pił w biurze ZGM-u. Mówił, że do pracy na 8.00 przyjechał trzeźwy. Dopiero przed południem miał wypić dwa piwa ze znajomym, którego spotkał na ulicy Zamkowej. Dyrektor zeznał, że z Zamkowej wrócił na Warzywną pieszo. Niedługo potem zatelefonowała żona. Prosiła go - jak mówi - o pomoc w szkolnych pracach (żona jest dyrektorką Szkoły Podstawowej nr 13). Krzysztof K. upiera się, że dopiero wtedy usiadł za kierownicą swojego auta i chciał jechać na ulicę Jana Pawła II. Na Konopnickiej wpadł.

Policja nie zaprzecza i nie potwierdza, że dostała „cynk" o pijanych dyrektorach. Oficjalnie mówi jedynie o „informacji, którą musiała sprawdzić". Telefonować do komendy mógł któryś z pracowników ZGM-u. Mógł to zrobić także petent, który poczuł alkohol lub widział zataczających się dyrektorów, albo ktoś, z kim dyrektorzy pili...