Zabrakło mu 20 kilometrów.
- Źle wytyczyliśmy drogę – opowiada dzielny człowiek, któremu choroba odebrała obie nogi. – Trasa w pobliżu Łodzi jest bardzo wyboista, mnóstwo tu kolein. Na dodatek było ciemno. Dalsza jazda stawała się niebezpieczna. Ręce spuchły. Zrezygnowałem po 130 kilometrach.
50-letni Jarzębski mieszka w domu przyjaciół przy ul. Wajsówny na Bugaju. Już doszedł do siebie. Ramiona przestały boleć, z rąk, którymi napędzał wózek, schodzą bąble.
Po co jechał wózkiem z Warszawy do Łodzi?
- Bo chcę startować na olimpiadzie niepełnosprawnych w Pekinie – tłumaczy. - Mam zamiar jechać w maratonie na wózku. Ale nie mam wyczynowego wózka. Szukam sponsorów.
Na wyprawę z Warszawy do Łodzi Jarzębski dostał nowy wózek od firmy Rehamobil - producenta sprzętu rehabilitacyjnego. Na olimpiadę to za mało. Inwalida potrzebuje wózek wyczynowy. A taki kosztuje aż 30.000 zł. Jarzębskiego nie stać, bo żyje z chudej renty.
To twardy gość. Z zawodu jest technikiem budowlanym, nadzorował budowy domów. Był sportowcem - dziesięcioboistą. W 1991 roku jego świat runął. Nogi zaatakował nowotwór. Krzysztof miał cztery operacje. Lekarze musieli amputować obie nogi. Pokonał chorobę, choć lekarze nie dawali mu wielkich szans. Zaraz po chemioterapii siadał na wózku i jeździł, jeździł, jeździł. Aż do bólu.
– Sport nauczył mnie walki z samym sobą - dodaje.
Gdy rak zaatakował kręgosłup, załamał się. Lekarze dawali Krzysztofowi tylko parę miesięcy życia. Wtedy się zawziął na dobre. Złe wiadomości były jak doping. Znowu wsiadł na wózek. Doktorzy zwiększyli dawki leków i pozwalali na wszystko.
- Dziś mówią, że rak ustąpił – opowiada Krzysztof. - Dostałem od życia nową szansę. Chcę ją wykorzystać.
Wstaje o 5.00. Wsiada na wózek i przez godzinę jeździ po Bugaju.
- Najlepsza jest ścieżka rowerowa – mówi.
Potem zjada śniadanie i jedzie na siłownię - do klubu na studenckim osiedlu przy ulicy Lumumby w Łodzi. Sam.
- Wsiadam do autobusu na krańcówce przy Jankego, a wysiadam na Dworcu Fabrycznym – opowiada. – W Łodzi nie czekam na tramwaj. Na Lumumby szybciej dojeżdżam moim wózkiem.
Po południu do Pabianic i znowu trzy godziny szarżuje wózkiem po Bugaju. Nawet w niedziele, nawet gdy pada deszcz.



Kto chciałby pomóc w spełnieniu marzenia Krzysztofa, ten może wpłacić pieniądze na jego konto w PKO BP: 71 1020 3378 0000 1502 0108 7618