Dziś około godziny 14.00 autobus kursowy PKS jadący ze Zduńskiej Woli do Pabianic mijał Kolumnę. Wtedy kierowcy coś się stało, krzyknął: "cholera!" i zemdlony padł twarzą na kierownicę. Obok niego siedziała Mirosława Nowińska z Pabianic. Więcej pasażerów w autobusie nie było. Ostatni wysiedli w Kolumnie.

Pani Mirosława najpierw próbowała cucić nieprzytomnego kierowcę, ale się nie udało. Wtedy złapała za kierownicę i lekko skręciła w stronę pobocza. Autobus jechał bardzo wolno. Zjechał do rowu. I tam się zatrzymał w śniegu.

Na szczęście za autobusem przypadkowo jechała karetka pogotowia. Sanitariusz i kierowca natychmiast rzucili się na ratunek. To oni wybili szybę w drzwiach autobusu. Wyciągnęli nieprzytomnego kierowcę i panią Mirosławę. Rozpoczęli reanimację kierowcy. Potem odwieźli go do szpitala w Łasku.
– Niestety, kierowca zmarł w szpitalu – poinformowała nas podinspektorJoanna Kącka z łódzkiej policji. – Miał zaledwie pięćdziesiąt lat. To był prawdopodobnie zawał serca.

Odważnej pabianiczance nic się nie stało. Jest w szoku.

- Mądra kobieta. Dobrze, że zjechała na pobocze, bo autobus mógł zjechać na przeciwny pas i wjechać w jakieś auto. Mogło zginąć wiele osób - mówi policjant z drogówki.