- Mamy wziąć wanny na plecy i chodzić po sklepach i hurtowniach. Jak je sprzedamy, to odzyskamy nasze pensje - mówią rozzłoszczeni pracownicy dłutowskiej spółki Kruschego. - Tak poradził nam prezes.

Ryszard Krusche spotkał się z pracownikami Towarzystwa Poznańsko-Pabianickich Fabryk i Zakładów Krusche w poniedziałek. Stawili się wszyscy - 15 osób z Łodzi i Dłutowa. Mieli nadzieję, że szef wypłaci im zaległe pieniądze. Srodze się zawiedli.

- Od stycznia nie dostajemy pensji - mówi Ryszard Białas, były kierownik firmy w Dłutowie.

Spółka od jesieni 2003 roku wynajmowała pomieszczenia od SKR w Dłutowie i produkowała wanny akrylowe, brodziki i oczka wodne.

- Wykorzystywaliśmy stare formy po firmie, która tu działała przed nami - mówi Białas.

W końcu lutego Krusche zakład zamknął, a ludziom dał wypowiedzenia.

- Nie było zbytu na nasze wyroby, bo były droższe niż w supermarketach. Nie były też najwyższej jakości - mówi Roman Białas, były pracownik spółki. - I nie mogły być, bo w firmie nie było fachowców od takiej produkcji. Technologii wytwarzania wanien z tworzyw nauczyliśmy się sami. Ja, student informatyki, i kolega po studiach rolniczych znaleźliśmy informacje o tym w Internecie.

Paweł Kuchlewski, współwłaściciel spółki z Poznania zapewnia, że pracownicy dostaną wypłaty 29 marca. Zastanawia się jeszcze nad losami firmy. Jeszcze nie wie, czy ją zlikwiduje.


***
Ryszard Krusche pojawił się w Pabianicach w marcu 2003 roku. Twierdził, że jest potomkiem pabianickich fabrykantów i właścicielem Pawelany. Obiecywał, że postawi na nogi fabrykę i zatrudni 100 osób. Z tych planów nic nie wyszło. Opuszczona fabryka jest systematycznie okradana i dewastowana.