List do redakcji:

Apel do wszystkich, którym leży na sercu dobro bezdomnych zwierząt. Proszę o poparcie w walce o możliwość doglądania i dokarmiania kotów w parku im. J. Słowackiego w Pabianicach.

Wczoraj, 10 listopada dowiedziałem się, że mają zostać zamurowane wejścia do miejsc, gdzie mieszkają koty, które przebywają w parku im. J. Słowackiego. 

W ten sposób, aby nie psuć piękna odnawianego parku, chce się ich pozbyć ten, który nie lubi kotów i otrzymał dofinansowanie z UE na remont tego, jakże urokliwego miejsca. 

Apeluję - zbliża się zima, obecnie jest tam dwójka 4-miesięcznych kotków, dwójka trochę starszych i 4 dorosłe. CO Z NIMI BĘDZIE? Czy mają zginąć śmiercią głodową zamurowane, a może z głodu i zimna? 

Koty polują na myszy, szczury - sam widziałem - przynosiły mi złowione sztuki, żeby się pochwalić. Miasto powinno rozwiązać tę kwestię w sposób humanitarny. Bardzo proszę o poparcie mojej walki o życie kotów przebywających na terenie parku.

O mnie: zajmuję się tymi kotami około 9 lat, zupełnie bezinteresownie, bez pomocy miasta.

Kłopoty z kotami, mieszkającymi w parku, zaczęły się gdy pan A. F. ogrodził i zaczął remont - rewitalizację parku. Zajęto się wyglądem parku, a zapomniano o mieszkających tam od wielu lat zwierzętach – przesympatycznych  kotach. 

Na początku, ja i inne osoby opiekujące się kotami, dostawaliśmy się do środka półlegalnie. 

Potem poprosiłem pilnujących strażników o to, aby pod ich nadzorem dosłownie na 10 minut wejść, aby nakarmić głodne kotki. Trwało to do września, gdy to zaczęły się większe trudności. Wpuszczający nas strażnicy coraz niechętniej udostępniali nam wejście do kotów (zaczęli mieć kłopoty). Kilka razy poprosiłem pracujących tam ogrodników o wpuszczenie. 

Na początku października kierownik ogrodników oznajmił mi, że od następnego dnia nie będę już wpuszczany, a wszystkie pojemniki zostaną wyrzucone - jest to osobiste polecenie pana A. F.  Zaczęliśmy stawiać pojemniki z karmą przy ogrodzeniu, obok domu zwanego „Domem Położnych”, od strony ulicy, żeby nie stały na terenie remontowanego parku. 

Dowiedziałem się, że nie spodobało to się panu A.F., bo jest nieestetyczne. Zacząłem szukać pomocy poprzez różne urzędy i fundacje, bezskutecznie. 

Okazało się, że urzędnicy mają za małe kompetencje, a fundacje poprą moje działania, ale same nic zrobić nie mogą. Udałem się do pana prezydenta miasta Pabianic. Obiecał, że coś zrobi, ale okazało się, że nie może nic zrobić.

opiekun społeczny Piotr Maksalon