Do Sądu Grodzkiego wróciła sprawa Marka Błocha, już raz skazanego za przekroczenie prędkości na drodze. To dlatego, że były wiceprezydent się odwołał. W czwartek zeznawał były sierżant pabianickiej drogówki, który był w patrolu zatrzymującym Błocha.

Wojciech W. wszedł na salę sądową w asyście dwóch policjantów. Nogi i ręce miał skute. Przywieziono go z aresztu, gdzie siedzi od listopada pod zarzutem wyłudzeń ubezpieczeń. Ze służby wyleciał dyscyplinarnie.

– Niczego nie pamiętam – upierał się.

Nie pamięta co wtedy mówił Błoch. Nie pamięta gdzie i do kogo dzwonił Błoch. Ale pamięta, że Błoch przekroczył dozwoloną prędkość o ponad 40 kilometrów na godzinę.

Wojciechowi W. pamięć odświeżyła sędzia, odczytując zeznania złożone wcześniej.

– Błoch nie chciał przyjąć mandatu. Upierał się, że tak mocno nie przekroczył prędkości. Dzwonił z komórki, że właśnie go kontrolują. Gdzie dzwonił, nie wiem. Uznałem, że to jego prywatna rozmowa – przypomniał sobie były sierżant. – Kolega, z którym pełniłem służbę, sporządził wniosek o ukaranie. Wieczorem zanieśliśmy Błochowi wezwanie do stawienia się w komendzie w charakterze podejrzanego o wykroczenie drogowe.

Przypominamy, że w lipcu zeszłego roku ówczesny wiceprezydent Pabianic jechał autem ulicą 20 Stycznia. Tam, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 40 km na godzinę, pędził 80 km na godz. Tak stwierdzili policjanci.

– Jechałem za szybko – przyznaje Błoch. – Ale mandatu nikt mi nie proponował. Policjanci powiedzieli, że mogę sprawę załatwić u zastępcy komendanta, Zbigniewa Kornelskiego. Nie byłem u niego. I zapomniałem o sprawie.

Nie zapomnieli policjanci. Wkrótce złożyli wniosek o ukaranie Błocha za zbyt szybką jazdę.

Pierwszy wyrok był dla wiceprezydenta niekorzystny – grzywna 300 zł i pokrycie kosztów (80 zł) sądowych. Błoch się odwołał. Sprawa wróciła do sądu.

W czwartek ani Marek Błoch, ani jego adwokat, Irena Zirk–Sadowska, nie stawili się na rozprawie. Błoch przysłał usprawiedliwienie – że musi być na sesji Rady Miejskiej. Sąd przyjął je.

– Ale nie odraczam rozprawy i będę przesłuchiwać świadków – zdecydowała sędzia Barbara Pasińska.

Pierwszy zeznawał Zbigniew Kornelski, były zastępca komendanta. Potwierdził, że wiceprezydent został zatrzymany za przekroczenie prędkości.

– Policjanci spisali notatkę, z którą się zapoznałem. Sporządzili też wniosek o ukaranie Marka Błocha – mówił.

Kornelski twierdzi, że bezpośrednio się tym nie zajmował.

– Informacje przekazałem komendantowi. Nie mieszałem się do tego. Zwłaszcza, że w lokalnej prasie pojawiły się teksty, że to ja „nasłałem” drogówkę na wiceprezydenta. To nieprawda – tłumaczył.

Kornelski zaprzeczył, że Błoch dzwonił do niego tuż po zatrzymaniu.

– Nigdy nie kazałem zatrzymywać Błocha i karać go mandatami. Nigdy też nie prosiłem, by go nie karać i pozwalać na przekraczanie przepisów – zeznał Kornelski.

Były sierżant Wojciech W. potwierdził zeznania Kornelskiego.

– Nigdy nie rozmawialiśmy o tej sprawie z zastępcą komendanta. Kornelski nie mówił nam kogo mamy pilnować, a komu darować. Nigdy też nie odstąpiłem od wypisania mandatu w zamian za to, że ktoś szepnie o mnie słówko komendantowi – powiedział.

Obaj świadkowie będą musieli zeznawać jeszcze raz – jeśli zażąda tego obrońca Błocha.