Kilka dni temu zjechali do Pabianic dziennikarze TVN, Polsatu i TVP3. Powodem był 3-latek, który sam biegał po ulicy Skłodowskiej. Jego rodzice spali w domu. Byli pijani. 37-letnia Marzena D. i 50-letni Krzysztof G. mieli we krwi po 3 promile alkoholu.

- Patrol policji zaniepokoił się dzieciakiem biegającym po jezdni - mówi nadkomisarz Sławomir Komorowski z pabianickiej policji. - Był to trzyletni Krystian. Chłopiec zaprowadził policjantów do mieszkania na poddaszu. Drzwi były szeroko otwarte.

Obudzony ojciec zdenerwował się widokiem mundurowych. Przyłożył sobie nóż do szyi. Groził, że się zabije. Policjanci wytrącili mu nóż, obezwładnili i zawieźli do komendy. Zabrali też pijaną matkę. Krystian został umieszczony w szpitalu.

- Był przeziębiony, bardzo głodny i brudny - mówi doktor Dorota Kardas-Sobantka, ordynator oddziału pediatrycznego. - Umyliśmy go, nakarmiliśmy. Teraz czekamy na decyzję sądu.

Chłopiec chętnie bawi się z dziećmi. Jest bardzo samodzielny.

- Widać, że musiał radzić sobie w życiu - dodaje doktor Sobantka. - Sam otwiera wspólną lodówkę, która stoi na korytarzu i częstuje się tym, co tam znajdzie. Boi się, że jutro może być głodny...

Matce i ojcu prokurator postawił zarzuty narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Grozi za to 5 lat więzienia.

- Wystąpiliśmy do sądu o ograniczenie im praw rodzicielskich i tymczasowe umieszczenie chłopca w placówce opiekuńczo-wychowawczej - wyjaśnia nadkomisarz Komorowski.

To już drugi raz w tym roku policja musiała zaopiekować się Krystianem. 1 czerwca do komendy zadzwoniła kobieta, którą niepokoił biegający po Skłodowskiej 3-latek. Matkę chłopca - Marzenę D., policjanci znaleźli w domu, kompletnie zamroczoną alkoholem.

- Matka przestraszyła się, że sąd zabierze jej dziecko, dlatego zgodziła się na leczenie. Co tydzień meldowała się w komendzie. Niby wszystko było dobrze aż do... zeszłego tygodnia - mówi Komorowski.

- Gdy matka podejmuje leczenie i obiecuje poprawę, sąd nie odbiera jej dziecka. Dom dziecka to nie jest najlepsze wyjście z sytuacji. Na nową rodzinę też to dziecko nie ma żadnych szans, bo w Pabianicach nikt w ciągu roku nie zdecydował się na założenie rodziny zastępczej niespokrewnionej - mówi sędzia Lena Durajska z Wydziału Rodzinnego Sądu Rejonowego.

W czerwcu, gdy matka chłopca wychodziła z komendy policji, udało się zamienić z nią dwa zdania. Na pytanie, dlaczego krzywdzi swoje dziecko, odpowiedziała: - Czasami się wypije. Zamykam wtedy drzwi, żeby syn nic nie wykombinował.

Sąsiedzi mówią co innego.

- Dziwne, że nikt nie zainteresował się dzieciakiem wcześniej - zastanawia się sąsiadka. - Zawsze biegał z brudną pieluchą i zaniedbany. Gdzie wtedy była opieka społeczna?!

Dwoje starszych dzieci tej pary kilka lat temu zostało już adoptowanych.

Kolejny dramat dziecka rozegrał się we wtorek w Ksawerowie przy ul. Górnej. 5-letni Michał siedział kilka godzin przy ciele zmarłej matki. Płacz, krzyki i pukanie chłopca w okno usłyszeli sąsiedzi. Mijała godz. 20.30, gdy wezwali dziadka, który wyłamał drzwi. 43-letnia Dorota G. leżała w łóżku pod kołdrą. Nie żyła. Sekcja zwłok wykazała, że matka zmarła z powodu krwiaka w głowie.

- Na drugi dzień decyzją sądu mieliśmy zabrać dziecko - mówią policjanci.

- Piła jak szewc - twierdzą sąsiedzi. - Nic dziwnego, że tak skończyła. Dziecko przeżywało z nią koszmar każdego dnia.

Ojciec chłopca nie żyje od roku. O adopcję sieroty stara się rodzina.

I jeszcze jedna tragedia dziecka. Dwa lata więzienia grozi 27-letniej Katarzynie S., która pobiła na ulicy 4-letniego synka. Dramat dziecka rozegrał się w lipcu na ul. Armii Krajowej. Matka wyszła do sklepu. Chłopiec chciał z nią iść. Szedł za nią. Płakał i prosił, żeby nie zostawiała go samego. Katarzyna S. odtrącała i biła dziecko. Sąsiedzi wezwali policję. Gracjan miał ślady po uderzeniach na twarzy i naderwaną małżowinę uszną. W chwili zatrzymania matka miała 1,6 promila alkoholu w organizmie.

W kwietniu 8-miesięczny Kewin ściągnął na siebie talerz z gorącą zupą. Mocno poparzył brzuszek, rączkę i nóżki. Pijany ojciec zabronił matce iść z synem na pogotowie. Przez pół dnia i całą noc pilnował, by żona nie wezwała pomocy. Chłopiec doznał rozległego wstrząsu pourazowego. Matka nazajutrz zawiozła synka do szpitala w Łodzi. Wtedy do mieszkania przy ul. Jutrzkowickiej weszła policja i zabrała czworo starszych dzieci. Sąd umieścił je w pogotowiu opiekuńczym. Podczas śledztwa wyszło na jaw, że 34-letni Krzysztof B. znęcał się nad rodziną. "Pod wpływem alkoholu bił dzieci, wyzywał wulgarnymi słowami, w sposób okrutny zabił hodowanego przez dzieci króliczka" - napisano w akcie oskarżenia.

Tuż przed Wigilią cała Polska dowiedziała się, że w Pabianicach znaleziono zamroczoną alkoholem 5-letnią Karolinkę. Dziewczynka podczas rodzinnej libacji wypiła 3 kieliszki alkoholu.

- Nie byli czujni. Sama musiała wziąć kieliszek, gdy nie widzieli - usprawiedliwiała rodziców 75-letnia babcia.

Rodzice: 30-letnia Małgorzata i 50-letni Jan K. byli pijani. Sąd zabrał im dzieci. 7-letnia Ania, 9-letnia Beata i Karolinka pojechały do domu dziecka. Znały już to miejsce. Wcześniej spędziły tam trzy lata.


***
Czy Pabianice są miastem złych matek?

rozmowa z sędzią Leną Durajską z Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego oraz aspirantem Włodzimierzem Tulinem z policyjnej sekcji do spraw nieletnich i patologii:

Lena Durajska: - Nie są. To media częściej nagłaśniają te sprawy, dlatego częściej się o nich mówi. Z moich wieloletnich obserwacji wynika, że przypadków złej opieki nad dziećmi jest tyle samo, ile w latach ubiegłych.

Włodzimierz Tulin: - Nie mieszka tutaj ani mniej, ani więcej złych matek niż w innych miastach. Powód rozgłosu jest inny. Nasza policja działa dobrze i szybko ujawnia takie zdarzenia.

Dlaczego zdarza się tak, że kobieta nagle przestaje dbać o własne dziecko, zaczyna pić alkohol?

L. D. - To się nie dzieje nagle. Najczęściej robią tak kobiety, które same wyszły z podobnych domów. One nie znają innego życia. Nie mają własnych wzorców. Nie udało się ich na czas odizolować od patologicznych rodzin ani umieścić w rodzinach zastępczych. Powód? Aż dwa lata sąd czeka na umieszczenie dziecka w placówce wychowawczej wskazanej przez Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny. Na badania psychologiczne musimy czekać przynajmniej dwa miesiące. W tym czasie nieletni nie chodzi do szkoły, nie uczy się. Przesiaduje na podwórku z rówieśnikami. W wieku 15, 17, 18 lat przynosi do domu własne dziecko. I historia się powtarza.

W. T. - Nie chodzą do szkoły. Siedzą na murkach i palą. Kiedyś pili, teraz ćpają. Gdy potrzebują pieniędzy, kradną. Tylko w tym roku mieliśmy 191 przestępstw w wykonaniu nieletnich. Zatrzymaliśmy 24 pijanych dzieci, w tym 10 dziewcząt. Rekordzistą jest 16-letni Konrad P., uczeń szkoły podstawowej, wciąż w klasie trzeciej. Ma na sumieniu około 30 przestępstw popełnionych w tym roku. Dlaczego? Ojciec nie żyje, a matka kompletnie się nim nie interesuje. Chłopak radzi sobie sam - jak potrafi.

Jakie są te dzieci?
L. D. - Gdy je pytam, jakie mają marzenia, nie dostaję odpowiedzi. Te dzieci nie mają marzeń, planów, celów. To przerażające. Nie mogę im obiecać, że jak będą się starać, to skończą zawodówkę, zdobędą zawód np. ślusarza i pójdą do pracy. Bo tak się nie stanie. Powodem tych dramatów jest bieda i brak pracy.

W. T. - Niektórzy, gdy tylko trochę podrosną, zaczynają bić matkę, babkę. Robią to chłopcy i dziewczyny.

A może mamy za dużo sklepów z alkoholem. Może wódka jest za tania?
L. D. - Rodzice tych dzieci rzadko piją wódkę. Oni kupują najtańsze płyny ze spirytusu.

W. T. - Teraz nieletni ćpają. Pieniądze dostają za handlowanie marihuaną i amfetaminą. To dziś plaga pabianickich podwórek i gimnazjów.

Czy pabianiczanie próbują pomagać takim dzieciom?

L. D. - Na krzywdę dziecka jesteśmy wrażliwi. Nie ma u nas znieczulicy, bo o większości spraw dowiadujemy się z telefonów od sąsiadów, rodziny i przypadkowych osób. Niewiele jest jednak osób, które pomagają biednym rodzinom. Rzadko się zdarza, że ktoś zrobi paczkę żywnościową i raz w tygodniu zaniesie biednym sąsiadom. Może wtedy dzieci pijących matek nie byłyby przynajmniej głodne?