- W kabriolecie czuję się o niebo przystojniejszy - żartuje Zbigniew Grabarz, właściciel sklepu Ferrum i radny miejski.

Jego krwistoczerwony ford mustang to amerykański rasowy krążownik szos. Grabarz kupił go trzy lata temu synowi - Łukaszowi. Auto ma potężny silnik o pojemności 4,6 litra.

- W trasie pali około dziesięciu litrów benzyny. Ale w mieście połyka aż dwadzieścia pięć litrów - mówi Łukasz Grabarz. - Zwłaszcza jak się porządnie wdepnie pedał gazu.

Mustang ma 6 lat, wygodne skórzane fotele i napęd na tylne koła. O tym, że przyjechał zza oceanu świadczy zegar prędkościomierza z podziałką w milach. Na liczniku ma 150 mil na godzinę, czyli około 260 km.

- Ale nasz rekord bez dachu to dwieście czterdzieści kilometrów na godzinę - opowiada Zbigniew Grabarz. - Nie czuliśmy prędkości, ale słyszeliśmy jak pęd zasysa powietrze na tylnej kanapie.

- Jazdę kabrioletem da się porównać do jazdy na motorze - dodaje Grabarz junior, zawodnik motokrosowego klubu Zjednoczeni Stryków.

Mariusz Zajda, właściciel salonu fryzjerskiego Oliwia z ul. Warszawskiej, jeździ kabrioletem już drugie lato.

- Ale nadal robi się zbiegowisko, gdy parkuję w centrum Pabianic - przyznaje.

Swoje audi 80 (rocznik 1993) przywiózł z Warszawy. Auto jest bardzo szykowne. Ma srebrny metalizowany lakier, skórzaną tapicerkę i silnik o pojemności ponad dwóch litrów. I jest bardzo szybkie.

- Niedawno wyciągnąłem dwieście dwadzieścia kilometrów na godzinę - mówi z uśmiechem Zajda. - Przy tej prędkości wiatr zaczyna czesać włosy.

Dach audi składa się ręcznie. Trwa to zaledwie kilkadziesiąt sekund.

- Nie ma nic przyjemniejszego niż pędzić szosą bez dachu - uważa Zajda.

Mariusz Miszczak z zakładu kamieniarskiego Bartek, przywiózł volkswagena golfa cabrio z Niemiec.

- Jak tylko go zobaczyłem, wiedziałem, że będzie mój - opowiada. - To wersja amerykańska. Ma dwadzieścia lat.

To było trzy miesiące temu. Samochód był na chodzie, ale wymagał generalnego remontu.

- Lakier był tak zniszczony, że dało się na nim ścierać jabłka - mówi Mariusz.

Zanim Miszczak wyjechał na pabianickie ulice, wymienił podziurawiony dach, zniszczony lakier i spleśniałą tapicerkę.

- Zajęło mi to dwa miesiące - opowiada.

Miszczak jest pasjonatem motoryzacji. Choć prawo jazdy zrobił zaledwie 10 lat temu, kabriolet jest jego 23. samochodem.

- Bawi mnie dopieszczanie starych gratów - opowiada. - Kiedyś z najniższej wersji starego mercedesa klasy s zrobiłem najwyższą. Założyłem klimatyzację, skórzane fotele i olbrzymi ponad czterolitrowy silnik.

Auto bez dachu ma po raz pierwszy.

- Daje taką wolność, że podczas jazdy uśmiech sam ciśnie się na usta - mówi. - Aż żal bierze, gdy pada deszcz i trzeba założyć dach.