Dla pokrzywdzonych w powodzi mieszkańców gminy Koprzywnica (Świętokrzyskie) pabianiczanie zebrali prawie 2.000 zł. Ponad 26.000 zł dały firmy. Część tych darów nigdy nie trafiła do zrozpaczonych ludzi, którym woda zniszczyła domy i resztę dobytku. Prezydent - Paweł Winiarski, rzecznik prezydenta - Roman Woźny, i komendant harcerzy - Krzysztof Budziński, pieniędzmi z darów płacili rachunki za obiady i kolacje, które sami zjedli.

- Jedliśmy w zajazdach i restauracjach, gdy jechaliśmy samochodem na tereny powodziowe - przyznaje komendant Budziński. - W podróży byliśmy trzy dni.

Rachunki z zajazdów i restauracji - 390 zł i 5 gr, zaksięgowano jako: "Posiłki delegacji do województwa świętokrzyskiego". 12 września ubiegłego roku delegacja pobrała co do grosza (390 zł 5 gr) z konta darów dla powodzian.

Konta tego miał pilnować Leszek Maliński - przewodniczący Rady Miasta, który w sierpniu ochoczo przyjął funkcję szefa Społecznego Komitetu Pomocy dla Powodzian w Pabianicach.

- Teraz mam wątpliwości czy wydatki na jedzenie dla delegacji powinny się znaleźć w rozliczeniu - uważa Maliński. - Źle się stało. Przyjmując rachunki, byłem święcie przekonany, że są to koszty paliwa do samochodu naszej delegacji.

- Nie będę się wypowiadał na ten temat - oświadczył prezydent Winiarski. Prezydent Pabianic zarabia miesięcznie ponad 7.000 zł.


Jak to z darami było

Latem zeszłego roku wielka powódź zalała południe Polski. Pomocy u pabianiczan szukał burmistrz gminy Koprzywnica. Woda z wezbranej rzeki zniszczyła tam 350 domów, szkołę, drogi i kanalizację, wdarła się do 400 studni, zrujnowała sady, pola i maszyny rolnicze. Kilkanaście rodzin straciło wszystko.

Mieszkańców naszego miasta głęboko poruszyła tragedia na południu kraju. Chcieli podarować powodzianom ubrania, buty, lekarstwa, coś do jedzenia. Najbardziej potrzebne były pieniądze na odbudowę domów. Pabianiczanie dawali, ile mogli. Maria W. z ulicy Piotra Skargi wpłaciła 10 zł, Zofia W. z ul. Niecałej - 30 zł, Anna P. z ul. Gryzla - 20 zł. Wśród kilkudziesięciu ofiarodawców są osoby, których miesięczny dochód wynosi niespełna 400 zł. Były to dary serca.


Pomogli im... zdjęciami

1 sierpnia wyruszyła z Pabianic delegacja, która miała "uzgodnić adresatów i formę pomocy dla powodzian". Tak przynajmniej napisano w sprawozdaniu Komitetu Pomocy dla Powodzian. Do Kielc, Rzeszowa i Pokrzywnicy pojechali: Paweł Winiarski, Roman Woźny i Krzysztof Budziński. Była to podróż służbowa - wszyscy dostali "dniówki" za każdy dzień wyjazdu. Pojechali samochodem pabianickiego Hufca ZHP.

- Przedstawiliśmy Komitetowi Pomocy tylko rachunki za nasze wyżywienie - tłumaczy się Roman Woźny. - Za noclegi nie płaciliśmy. Spaliśmy u znajomych.

Delegacja wróciła z plikiem zdjęć zrobionych na zalanych terenach. Wstrząsające fotografie ludzi dotkniętych tragedią miały poruszyć serca pabianiczan, otworzyć ich portfele. Wywołanie filmu i zrobienie odbitek kosztowało 125 zł 60 gr. Także ten wydatek Winiarski, Woźny i Budziński pokryli z konta Komitetu Pomocy.

Tankowali

Pieniądze dla ofiar powodzi zdumiewająco łatwo wypływały z konta Komitetu Pomocy. 232 zł 20 gr wziął Roman Woźny (sekretarz Komitetu) za zawiezienie do Koprzywnicy 180 kg wapna - daru wytwórni leków Aflopa. Pojechał własnym samochodem, a z Urzędu Miasta dostał delegację.

- Trzeba było zrobić to szybko, bo wapno traciło termin przydatności do użytku - tłumaczy Woźny.

Na paliwo do samochodów, którymi wożono dary do zalanych miast i wsi wydano z konta ponad 2.000 zł.

Dopiero teraz Społeczny Komitet Pomocy Powodzianom rozliczył się z akcji. Sprawozdanie odczytał Roman Woźny. Posłanka Anita Błochowiak - wiceprzewodnicząca Komitetu, wręczyła ofiarodawcom listy dziękczynne. Przyjemną atmosferę zakłócił Karol Suchocki - szef Klubu Inicjatyw Gospodarczych.

- Skąd takie wysokie rachunki za paliwo? - pytał. - My nie domagaliśmy się zwrotu kosztów przejazdów naszych samochodów. Za jazdę do Koprzywnicy płaciliśmy kierowcom z własnych kieszeni.

Gdzie reszta pieniędzy

3.000 zł z darów nigdy nie dotarło do pokrzywdzonych. Komitet przekazał je pabianickiemu PCK. W sprawozdaniu napisano, że jest to: "Zwrot kosztów poniesionych przez PCK podczas obsługi akcji".

- Wolontariusze PCK pracowali darmo - wyjaśnia Bogdan Piotrowski, szef PCK. - 700 zł kosztowało paliwo do samochodów, którymi Sztab Ratownictwa woził dary na zalane tereny.

Pozostałe pieniądze (prawie 70 procent) znalazły się na koncie bankowym PCK.

- Zostaną spożytkowane na właściwe cele - zapewnia Piotrowski.