Małgosia i Maciek od kilku lat są nierozłączni. Z uśmiechem wspominają zdumienie, gdy odkryli, że oboje są "papieskimi dziećmi" - wybrańcami, którzy pierwszą komunię przyjęli w obecności Ojca Świętego. Wydarzyło się to podczas mszy na lotnisku Lublinek w 1987 roku.

Wybrańców było 1.500, w tym prawie 80 dzieci z Pabianic. Słoneczna sobota 13 czerwca zaczęła się dla nich o świcie.

- Wstaliśmy o godzinie czwartej rano. Na lotnisko jechaliśmy autokarami - opowiada Małgosia.

- Parking był strasznie daleko od sektorów. Teraz wiem, że to milicja chciała utrudnić nam dotarcie przed ołtarz polowy. Przed wejściem rewidowali nas - dodaje Maciek.

Msza celebrowana przez Ojca Świętego miała się zacząć o godzinie 10.30. Zanim śmigłowiec z Papieżem wylądował na płycie lotniska, dzieciaki trzy godziny siedziały w ławkach przed ołtarzem.

- Nie byłem zniecierpliwiony. Wręcz przeciwnie. Napięcie rosło z minuty na minutę. Wszyscy byliśmy podekscytowani. I komunią, i tym, że za chwilę zobaczymy Papieża - wspomina Maciej.

Jan Paweł II przyleciał punktualnie.

- Gdy helikoptery schodziły do lądowania, rodzice podnosili nas na rękach, byśmy zapamiętali tę chwilę - opowiada Koźmiński.

Ojciec Święty nie dał rady udzielić komunii wszystkim wybrańcom. Pomagali mu kardynałowie i biskupi.

- Z rąk Papieża sakrament przyjęła setka dzieciaków. Pamiętam, że wybrano ich w drodze losowania - opowiada Małgosia.

- Potem Ojciec Święty wygłosił wspaniałe kazanie tylko do nas. Wcześniej poprosił, żebyśmy stanęli na ławkach - dodaje Maciek.

Oboje przyznają, że tamten dzień miał olbrzymi wpływ na ich życie.

- Nie potrafię powiedzieć, jak potoczyłyby się nasze losy, gdyby nie komunia na Lublinku - mówi Maciek. - Spotkanie z Papieżem bez wątpienia zapoczątkowało pewien ciąg zdarzeń.

Maciek do dziś jest lektorem w parafii św. Mateusza. Śladami Papieża pielgrzymował do miejsc kultu: Asyżu, Lourdes, Fatimy. Małgosia podczas studiów zaangażowała się w ruch duszpasterstwa akademickiego. Była w Rzymie.

- Oboje wybraliśmy zawody, które służą ludziom i obcują z cierpieniem - mówi Maciek. - Małgosia jest stomatologiem, ja lekarzem.

- W tym, że się spotkaliśmy i jesteśmy razem, widzę rękę opatrzności. Przecież chodziliśmy do różnych szkół, należeliśmy do innych parafii… - uśmiecha się Małgosia.


***
Tomasz Ogiński należał do najmłodszych "papieskich dzieci" z Lublinka.

- Rodzice posłali mnie na religię, gdy miałem sześć lat. Chodziłem razem z bratem, rok starszym Przemkiem - wspomina.

Tomek i Przemek uczyli się religii w parafii św. Maksymiliana Kolbego. O tym, że obaj przystąpią do komunii na Lublinku, zadecydowała katechetka - siostra Bożena.

Tomek nie przypomina sobie drogi na lotnisko.

- Utkwiło mi w pamięci zaledwie kilka szczegółów - mówi.

Pamięta wielki ołtarz i lądujące helikoptery.

- Samo zobaczenie śmigłowca było przeżyciem. A co dopiero świadomość, że za chwilę z helikoptera wysiądzie Ojciec Święty. Byłem bardzo przejęty! - opowiada.

Komunię przyjął jako jeden z ostatnich. Potem dzieciaki ustawiły się do pamiątkowego zdjęcia z Janem Pawłem II.

- Dzięki temu, że byłem na końcu, stałem na wyciągnięcie ręki od Ojca Świętego. Mogłem bez trudu dotknąć jego szaty. Nigdy tego nie zapomnę - mówi wzruszony Tomasz.

Opiekunowie nawoływali, by dzieci patrzyły w obiektywy aparatów. Ale Tomek nie słuchał.

- Nie mogłem oderwać oczu od Papieża - wspomina.

A potem z wrażenia się zgubił. Rodziców pomogli mu odnaleźć ochroniarze.

- Jestem dumny, że tam byłem. To jeden z najwspanialszych epizodów w moim życiu - mówi Tomek.