Lekarze domagają się podwyżek płac. Od dziś głodują. Nie wychodzą ze szpitala, przyjmują jedynie płyny. Ich bazą jest mała sala konferencyjna w podziemiach szpitala.
Do protestu głodowego przystąpili lekarze z oddziałów wewnętrznego, urologii, psychiatrii, neurologii, anestezjologii i ortopedii. W sumie 12 osób.
Na ręce dyrektora Jacka Wutzowa trafiło pismo strajkujących z prośbą o wystąpienie do Narodowego Funduszu Zdrowia o renegocjację umowy. Nie wiemy, co myśli o niej dyrektor, bo od poniedziałku do końca miesiąca jest na urlopie.
- Nie zdecyduję się na wypowiedzenie kontraktu - mówi doktor Wojciech Matusewicz, zastępca dyrektora szpitala. - NFZ tylko na to czeka.
Strajkujący lekarze i dyrektor Matusewicz nie obawiają się o pacjentów szpitala.
- Przy łóżkach są nasi koledzy, są też ordynatorzy - mówi Piotr Debich, przewodniczący komitetu strajkowego.
Pacjenci, choc w większości popierają strajkujących lekarzy, wolą nie ryzykować. Szpital wygląda na opustoszały. Zmniejszyła się liczba planowych operacji.