Dzieci nauczycieli bez problemów dostaną się do pabianickich szkół średnich. Mają pierwszeństwo - tak zdecydowali urzędnicy ze Starostwa. Potomstwo "zwykłych" pabianiczan będzie musiało się nieźle napocić, by zdobyć miejsce w szkolnej ławce.

- Dzieci nauczycieli zatrudnionych w szkołach mają pierwszeństwo. Na to zezwala karta nauczyciela - tłumaczy Marian Lorenczak, naczelnik Wydziału Oświaty i Wychowania w Starostwie Powiatowym.

We wrześniu pierwsi absolwenci gimnazjów pójdą do szkół średnich. Już w maju będą walczyć o miejscaw zaledwie kilku licealnych klasach, których ukończenie daje największe szanse na zdobycie w przyszłości studenckiego indeksu. Zwłaszcza jeśli marzą o karierze prawnika, lekarza, informatyka, tłumacza języków obcych, psychologa i nauczyciela. Kto się nie dostanie, będzie miał do wyboru - technikum lub zawodówkę.

Warunkiem przyjęcia do szkół średnich jest wynik egzaminu na koniec gimnazjum. Jeśli kilku uczniów zdobędzie tę samą ilość punktów, o ich przyjęciu lub nie zdecydują oceny na świadectwie.W następnej kolejności komisje egzaminacyjne wezmą pod uwagę miejsce pracy rodziców. Uprzywilejowane są tylko dzieci nauczycieli.

- W wypadku przyjęcia do szkoły dziecko pracownika oświaty zawsze miało pierwszeństwo. Zawsze stosowałem tę zasadę i w tym roku nie zamierzam od tego odstępować - mówi Zbigniew Dychto - dyrektor Zespołu Szkół nr 2 przy ul. św. Jana.

Co o tym sądzą pabianiczanie

Iwona Szreter, studentka:
- Uważam, że jest to niesprawiedliwe. Inne dzieci będą czuły się pokrzywdzone.

Beata Stokowiec, sprzedawca:
- Inne dzieci nie są gorsze od dzieci nauczycieli. Każdy uczeń powinien mieć takie same szanse. Moje dziecko w tym roku będzie ubiegało sięo przyjęcie do szkoły średniej, dlaczego z góry ma być skazane na ustalone odgórnie przepisy.

Monika Osińska, absolwentka liceum:
- Przy przyjęciu do szkoły powinna liczyć się wiedza, a nie pochodzenie.

Katarzyna Pawlik, sprzedawca:
- Takie potraktowanie dziecka zaraz przy przyjmowaniu do szkoły źle oddziałuje na jego psychikę. Od samego początku czuje się ono gorsze w nowym środowisku.

Teresa Hetmanek:
- Nie powinno tak być. Wszystkie dzieci powinny mieć jednakowe szanse.

Jeśli tak dalej pójdzie, pogotowie będzie ratować tylko dzieci lekarzy,a strażacy będą wybierać, do którego pożaru pojadą w pierwszej kolejności. Co będzie, gdy policjanci najpierw zajmą się łapaniem złodziei swoich samochodów. Orwell pisał w "Folwarku Zwierzęcym" o równych i równiejszych. Nie przewidział, że pabianiccy nauczyciele wprowadzą to w życie.
Nasi pedagodzy podzielili dzieci na lepsze i gorsze. To nieuczciwe i niewychowawcze.
redakcja